piątek, 20 lutego 2015

Smoke Weed Every Day With Muse, czyli syndrom niedojebania mózgowego w Londonie z Disco Polo!

Notka pochodzi z bloga (jakże okropnego): http://my-muse.blog.pl/
Skomentowały: Agata Blackbird i Norah Harisson Ylvisaker 
Błądząc po internecie Agata Blackbird natrafiła na opowiadanie o swym ulubionym zespole (jednym z ulubionych). Niestety ta wizyta zakończyła się depresją i wizytą w wariatkowie, a jeśli nie wierzycie, przekonajcie się sami.
Dziś dowiemy się jak "ciężko" pracują gwiazdy rocka na swój wizerunek, a także weźmiemy udział w takiej imprezie, że nawet ekipa z Kac Vegas okaże się grzecznymi aniołkami....a to wszystko w jednym rozdziale! Zapraszamy.
Uwaga! Przed przystąpieniem do czytania tych wypocin zapoznaj się z egzorcystą lub miej pod ręką coś do wyrzucenia przez okno, aby twój komputer nie uległ gwałtownej destrukcji. Poproś rodziców o wyjście z pokoju...serio, bo będziesz miał przechlapane. Gratulujemy tym co zostali i zapraszamy do prawdziwego piekła.
Czytała Agata Blackbird. 

Tak się zastanawiam czy nie ocenzurować tego bloga XD Moja fantazja zaczyna galopować… starałam się być przyzwoita ale mi to nie wychodzi – tak jest zabawniej XD
Stanowczo nie jest zabawniej /kręci głową z zażenowaniem/ Jestem za tym, aby powiesić autorkę na drewnianym palu.
To po cholere go w ogóle piszesz? 


Z dedykacją dla Parnelle 

pozdrawiam Ai

Cheers
Autorka to Ai? Cheers? czy Ai Cheers? Super już się zgubiłam, a to na razie dedykacja. 
Cheers to nieudana próba bycia takim światowym i napisania "Na Zdrowie" na końcu dedykacji. 

————————————————————————————————

- Hej ! -
zaświergotała Mery Sue w poniedziałkowy poranek
Po czym z ptaka przemieniła się ponownie w człowieka.
 – dzisiaj ja jestem
pierwsza. 
A ja jestem ósma w kolejce po pączki i co z tego? 
Jak minął weekend ? Jeśli Mery Sue nie mówiła potem o sobie w trzeciej osobie to powinnien tu być myślnik, ale to taki szczegół. F*!ck the grammar! 
Blondynka się lekko
zmieszała, opowiedzieć jej całą historię o koncercie, klubie i
sobotnim poranku ?
Melanż, ćpanie, r*chanie, sranie, przespałam się z Mattem Bellamym...nic niezwykłego. Typowy weekend, ale tym razem obeszło się bez interwencji policji. 
- Dziwnie –
odpowiedziała zdejmując kurtkę i chwyciła karton. 
Dlaczego nagle jakąś kluczową rolę odgrywa tutaj karton. Myślałam, że to opowiadanie o Muse. 
Sue przyjrzała się
uważnie dziewczynie.
- Balowałaś –
powiedziała triumfalnie.
No co ty
No shit Sherlock! 
Lia lekko się
zarumieniła i umknęła z kartonem na piętro. 
Gubiąc przy tym zawartość kartonu.
Masz kaca? Zamiast Aspiryny zapierdalaj z kartonem na piętro, może dadzą ci za to Medal Olimpijski albo innego Nobla. 
Sue nie dała za wygraną i poszła za nią. 
Zostawiając sklep bez opieki. Gud ajdija.
Blondynka w skupieniu
zdejmowała z manekina marynarkę, kiedy szatynka staneła koło
niej.
Błagam. Konstrukcja zdań w tym opowiadaniu jest jeszcze bardziej tragiczne, niż ich rozłożenie. Jak tu spokojnie hejtować?
Podczas zdejmowania tego ubrania wyobrażała sobie, że to Matt i dlatego była tak skupiona jakby robiła pracę domową z matmy, bo przecież to najtrudniejsze zadanie na świecie. 
- Nie chcesz mi
opowiedzieć ? Mnie swojej najlepszej kumpeli od – zamyśliła się dlaczego przed znakiem zapytania stoi spacja. 
– ośmiu lat ? Z którą razem studiowałaś projektowałaś i z
która razem pracujesz ? No wiesz ? Tak mi się odwdzięczasz ? 
Jak chcesz drinki z palemką to spadaj na Madagaskar. Życie to nie melodramat… 
Lia wiedziała, że to skutek uboczny codziennego balowania. 
firmowa zagrywka Sue, wzbudzić poczucie winy.
Bier pan to! Ja mam dzieci i psa do wykarmienia, a żyje pracując w Londynie z niewierną psiapiółką! To panu szkodzi wydać dwa kafle na buty?!
 Nie chciała jej
mówić, jak świetnie bawiła się z jej byłym chłopakiem.
Może życie to nie melodramat, ale ten blogasek już chyba rzeczywiście jest.
- Nie powiesz ? To
nie…Foch i nie myśl, że twoje party mnie obchodzi – odwróciła się na pięcie i zeszła na dół.
Nawet mój komputer już nie wyrabia z melodramatycznością tej historii. Zaciął mi się i przez dłuższy czas nie dawał znaku życia. Dzięki aŁtorko!!!
- Świetnie –
mrukneła do siebie – obraź się. Moimi kumplami są Muse, nie potrzebuje się zadawać z plebsem. 
O 9 otwarto sklep wciąż stał. Lia
właśnie siedziała na zapleczu kiedy do sklepu wpadł Paul Rosenberg.
Wyjrzała, kiedy usłyszała jego niski seksowny głos.
Dlaczego w tym momencie widzę zwiastun "50 Twarzy Grey'a?" 
 Jak zawsze świetnie ubrany – granatowy świetnie skrojony płaszcz,
ciemne spodnie i sztyblety, To się dzieje w Londynie w 21 wieku czy może w Meksyku w wieku 18 i zaraz ktoś tutaj zacznie popis rzucania nożami do muzyki flamenco?  urok latynoskiego amanta do do do do /wali w sprzęt/ dopełniał
całości. Wszedł na górę, a mała roześmiana szatynka wbiegła
po schodach za nim.
Ilość schodów na tym opowiadaniu mnie przeraża.
A mnie przeraża to, że wylądowałyśmy w meksykańskim, osiemnastowiecznym przedszkolu z cyrkowcem i kartonem w roli głównej. 
Lia widziała jak na prędce dziewczyna poprawia
swoją zieloną spódnicę. 
W celu zaimponowania, że w ogólne coś potrafi robić.
Ja się już pogubiłam. Kto jest gdzie i kim i co do tego wszystkiego ma karton i zielona spódnica.  Blondynka westchneła i zapakowała stare
ubrania do dużego kartonu. Skoro ona się fochneła, to ja zabiorę jej rzeczy.  Kiedy wyszła, w drziwach stanęła
Madame van der Woodsen, bardzo wysoka miedzianoruda piękność o gracji nimfy.
Ty jesteś ruda-da-da na pewno ruda-da-da.
Madame Nie-wiem-jakie-wymyślić-nazwisko-dla-starej-zgrzybiałej-suki-to-wezme-jakieś-pseudo-holenderskie
Karton, brytyjczycy, latynosi i holendrzy? Wiemy, że Londyn to miasto wielokulturowe, ale to dopiero pierwsze 5 min. 
- Dzień dobry –
przywitała szefową.
- Witaj Lia –
uśmiechnęła się i zlustrowała wygląd dziewczyny. 
Postawiła przed nią lustro mam rozumieć? 
Zawsze zwracała uwagę na wygląd swoich asystentek.
Czułenka, klasyczne
jeansy i cienki grafitowy golf ładnie komponowały się z blond
włosami – przyszły jakieś zamówienia ? – spytałą w końcu. Eee…o kim to było? 
Madame van der Wooden, jakby ją to coś interesowało.
oprócz całych kolekcji projektowała także stroje na zamówienie,
które były realizowane przez jedną z asystentek murzynów. Kiedy Madame nie
mogła akurat przyjąć zamówienia jej pracownice wykonywały
projekty, jak w Azji mogły się w ten sposób wykazać i zdobyć pochwały od
szefowej. 
Albo baty
Zamiast wcześniej wspomnianego Medalu dla najszybszego wbiegacza po schodach z kartonem dam wam uścisk dłoni Madame van der bitch 
- Tak, jak zwykle na
jesienny bal harytatywny pani Brown potrzebuje kreacji wieczorowej –
odpowiedziała jej Lia podała notatkę z zamówieniem. Gubiąc przy tym przecinek i 'c' w słowie charytatywny. 
Madame van der bitch i pani najbardziej-popularne-brytyjskie-nazwisko. AŁtoreczka serio nie ma talentu do nadawania nazwisk. 
- Taak – Madame
przez chwilę czytała kartkę zwrócona w stronę wyjścia. Zorientowała się, że jej przecinek został w samochodzie.
Paul właśnie schodził ślimaczym tempem
z góry kiedy Lia rozmawiała z szefową. 
WTF?! Czy ktoś mi może wytłumaczyć co tutaj się w ogóle dzieje. 
Pokazała mu środkowy palec, żeby
zadzwonił do niej za 10 minut i wyszedł ze sklepu, kompletnie nie zwracając na siebie uwagi. Madame zabrała
w końcu kartkę, na zapleczu sprawdziła utarg z zeszłego tygodnia
i wyszła zadowolona nie płacąc swoim murzynom
Ja tego po prostu nie rozumiem
Lia pobiegła po telefon i zaszyła się na
górnym piętrze.
- Co chciałeś ? -
spytała.
- No wiesz, tak mnie
witasz po upojnym weekendzie ? 
To nie miało być o Muse? 
- Ja ci dam upojny, że
przetańczyłam z tobą pół nocy, a później pomagałam ci się
doprowadzić do ładu po imprezie nie znaczy że to była upojna
noc.
No to nieźle wczoraj zabalowali w tym Irlandzkim Barze
- Ty i tak nie
pamiętasz kto zdjął z ciebie bluzkę – zaśmiał się z zimną
satysfakcją.
Dominic? /ostrzy noże/
- I ty na pewno to
wiesz… to kto pomazał cię czarnym wodoodpornym markerem po
twarzy? Jak w przedszkolu.
Party hard! Pytanie numer jeden: Dlaczego nikt nie ma kaca? 
- Próba odbicia
piłeczki nic ci nie da, moja droga.
- Nie wpierdalaj we mnie
rzeczy, które nie miały miejsca – fuknęła.
Nie będziesz mu mówić co może w Ciebie wpierać, a co nie! 
- Oj Cornelko, nie /Próba uruchomienia systemu po nieoczekiwanym zamknięciu/
złość się.
Skąd nagle tutaj Witch?! 
Lia zrobiła się
czerwona na twarzy, nie znosiła jak ktoś mówił do niej w ten
sposób. Kolejny uraz z dzieciństwa? Już jedna taka w Londynie starczy. 
- Gdybyś stał przede
mną dostałbyś w zęby wiesz ?
A on gdzie stoi? 
- Cornelio ależ
dlaczemu się gniewasz – dalej wbijał jej szpile w cycki.
Jestem meksykaninem i używając słowa ależ chce ci zaimponować… 
- Spadaj –
powiedziała to trochę za głośno, klient który akurat przeglądał
wieszak z marynarkami dziwnie się na nią spojrzał, oczami zboczeńca – nie mogę
rozmawiać jestem w pracy – po czym rozłączyła się słysząc
jak Paul śpiewa jej imię do telefonu. Agata Mów Lajk Dżager! Agata Mów Lajk Dżager! Agata Łuuuu!
Eeee…jaka idiotka kłóci się z męską dziwką przy klientach? 
- Mogę w czymś pomóc
? – zwróciła się do klienta z promiennym uśmiechem.
Ha-ha-ha-ha! Koń by się uśmiał! Jak ja kocham taki nieudolny humor w blogaskach. 
O 16 zamkneły jak
zwykle sklep i poszły do domu. Sue dalej miała obrażona minę. 
Coś w tym stylu 
Złożoność zdań jest prawie tak samo niska jak złożoność charakterów bohaterów. 

Lia Agata
postanowiła odczekać do jutra i w między czasie wymyślić jakąś
wiarygodną hisoryjkę na bloga, którego i tak ludzie nie będą czytać.
Norah approves
 Kiedy tylko wpadła do mieszkania od razu
włączyła czajnik komputer zrobiła sobie herbatę po czym z laptopem
rozłożyła się na balkonie
Nie! Nie! Nie! To się robi kakałko i siada na parapecie
Nie padało więc spokojnie mogła się zaj*bać
odprężyć.
- Zwariowany weekend –
mrukneła do siebie odpalając pocztę.
To takie…innowacyjne. 
Czekał na nią mail od
starej przyjaciółki, z którą dawno się nie widziała.
” Hej kochana ! 
Co u ciebie słychać ? Z dziewczynami jesteśmy w czasie trasy po Australii i
południowej Azji pociągiem. 
W Anglii pewnie teraz szaro i deszczowo jak to
zwykle bywa jesinią, jak to zwykle bywa przez większą część
roku XD
Ale ta jej przyjaciółka jest zabawna XD XDDD XDDDDDD XDDDDDDDDDDD
 U mnie jest piękna słonecznia pogoda, gorąco i ci
seksowni serferzy, konduktorzy i wgl 
Serferzy chyba po internecie. 
Właśnie wróciłyśmy z plaży w Melbern,
Serferzy tylko w Melbern. 
wieczorem mamy koncert.
Dlaczego jedyny zespół w blogasku o Muse to zespół jakieś starej kumpeli i jej przystojnego gangu serferów w Melbern? 
 Ann się rozchorowała, zjadła coś na
mieście, teraz leży w łóżku i umiera, spokojnie kupimy wiązankę od cb, Liz jej matkuje.
/W tle słychać: "Zjedz ten pier*olony rosół, bo ci znowu łapy szafką przytrzasnę!/
Spokojnie nic się nie stało…Ann tylko właśnie zdycha, a Liz udaje, że jest fajna. Zresztą jak zwykle. 
Opowiadaj co u ciebie słychać. Najlepiej teraz w tym momencie! Stasznie za tobą tęsknie.
Zobaczymy się dopiero za jakieś dwa miesiące nie wcześniej. 
Przyjedź na nasz koncert do Osaki albo Hong Kongu, to tylko 16
godzin samolotem
Jaka ona dowciapna… xD XD xd XDD
Ściskam cię mocno i
masz pozdrowienia od całej ekpiy z New Castle.
Chyba raczej z Warsaw Shore, Blackbird. 
Odpowiedz jak
najszybciej
Twoja Ross”
Lia uśmiechneła się
czytając maila.
 Włączyła sobie nową płyte Gare du Nord i
zabrała się do odpisywania.
” Ross !
Jezu szkoda że ciebie
nie było w zeszłym tygodniu w Londynie. Totalne szaleństwo TO-TAL-NE.
Totalne…no wiesz…bezwzględnie totalne takie totalne YOLO. No mówię ci! Totalnie! 
Zadzwonił do mnie Geogre OMG!  z propozycją pomocy przy koncercie jakiś trzech fagasów. Nie
byłam kompletnie świadomo 
Ja też nie jestem kompletnie świadomo na co się porywam komentując to coś 
na co się porywam w tym kółku melodramatycznym. Zapomniałam że
kiedy George dzwoni szykuje się jakaś bomba jak w..nie pamiętam. OMG! Kmnisz to?  Miałam razem z nim
zrobić kostiumy dla znienawidzonego przez was Muse ^_* Dlatego tak bardzo żałuj, że Ciebie nie było. 
 nawet spałam prawie ze wszystkimi, ale miałam tego nie mówić, więc napiszę Mieliśmy na
to trzy dni – szaleństwo TO-TAL-NE. Zarwaliśmy nocki, ale opłacało się –
przyślę ci zdjęcia, będziesz w niebo wzięta XD Było totalnie bombowo, kminisz? xDDDDDDDDDDDDD Widokiem Matta, który się ze mną całuje w łóżku. Będziesz mi zazdrościć! Najgorsze jednak
było po koncercie poszliśmy do Ronnie Scott’s, spotkaliśmy Paula Rosenberga. Czaisz? OMG! OMG! Sikam! 
Ostatecznie obódziłam się w mieszkaniu Bellamy’ego, w jego nagich
objęcia i jego bluzce z tego wszystkiego zapomniałam przestudiować słownik, w nogach spał zawiązany Dom ubrany w moją
bluzkę, Tom nagi w zawinięty w papier  w toaletowy spał w wannie,
reszta przezentowała się podobnie
Eeeee…ee.eee….A wszyscy robią aferę z "50 Twarzy Grey'a" 
 Nie wiem co się działo i chyba
nie chcę wiedzieć. Ale to pewnie ten dziwny proszek. To było totalnie dziwne i sfiskowane. TO-TAL-NIE
No pewnie – już bukuję
bilet i jadę XD  
Tak na zmianę tematusprytnie.
Blackbird, bukujemy bilet i jedziemy do Melbern? 
Jasne, pociągiem w dwie godziny z przystankiem w Tokyo :D
Pozdrów dziewczyny i
wyściskaj je ode mnie
Twoja L. Lofffka Max!!! :****
Wzieła, bo wszystko można bierść 
telefon i ściągneła na kompa zdjęcia z koncertu. To ściąganie zdjęć było totalnym szaleństwem. Mówię wam…totalnym. 
 Same stroje były
komiczne – nie wiedziała dlaczego Matt z Domem się na nie w ogóle
zgodzili. 
Patrząc na teledysk do Panic Station ja się wcale nie dziwie. Nie wiem jak bohaterka. 
Nie ma to jak zrobić stroje, które są do dupy, a potem się nimi popisywać. 
Wyglądali jak pajace – Bells amantem – to się kupy gówna
nie trzyma. Otarła łzę rozpaczy i załączyła w mailu kilka najlepszych
zdjęć. 
Po czym zrobiła kakałko? Powiedz, że tak!
Ściąganie zdjęć na tym blogu i już płacz? Melodramatyczność tego blogaska mnie przerasta. 
- Będziesz
zadowolona – mrukneła do kompa.
Postawiła baaaardzo ostrożnie.
komputer na stoliku przed ławką i wspłuchała się w dzwieki
muzyki, aż z wrarzenia zapomniła jak się spika po polska
A ja się wspłuchuje w bólszit jaki serwuje mi aŁtorka. 
Trochę się jej przysnęło. Obudziła się o 9 kiedy było
już zupełnie ciemno i zimno. 
Wreszcie ktoś ma kaca! 
Szybko zabrała sprzęt i weszła do
mieszkania, zamykając okno. Zostawiła komputer na stoliku na balkonie w
salonie, ubrała bluzę któregoś z fagasów która leżała na sofie i poszła do kuchni
nastawić czajnik na mózg. Usiadła w salonie i włączyła telewizor.
Obejrzała wiadomości,
Ambitnie! 
 po czym podeszła do regału i wzieła bierła
książkę, którą kupiła jakiś czas temu ale do tej pory nie
miała czasu przeczytać, bo była na to za mało elokwętna..chwila – Black Angels John’a Connolly. 
AŁtorka jest tak światowa, że aż zapomniała polskiego tytułu
Zabrała
ksi(un)ążkę i gasząc światła poszła na górę. Włączyła nocną
lampkę, rozłożyła się wygodnie na łóżku, na laptopie puściła
Mindi Ablair i zatopiła się w książkę. 
Ja się pytam, co ona za muzyki słucha? Skoro pracuje dla Muse, to gdzie Green Day, Linkin Park, U2, Paramorea nie jacyś Abdahai Dżabagar. 
Abdahai Alhbar Dźibutti? Chyba znalazłam.  Przepraszam, musiałam… 
Koty wygodnie położyły
się na jej zasyfiałych nogach działając niczym dobry termofor.
Pytanie dla kogo wygodnie? 
 Ani się
obejrzała a było już grubo po 12.
Totalne szaleństwo. TO-TA-LNE! Kminicie? 
 Zeszła do łazienki umyć zęby
przebrała się i wróciła do sypialni. Spawdziła przed snem
jeszcze pocztę. Może nocny listonosz zostawił jej obiecaną bombę?
Jesteś
genialna – za to cię kochamy
The
bad thing
Bad Thing? Jakaś podróba 1D? 
Zamknęła poooowolutku
kompa i z uśmiechem poszła spać.
Następny
dzień minął spokojnie. Po pracy poszła na zakupy do hipermarketu.
Nie przepadała za robieniem zakupów dla powodzian po południu, kiedy sklepy były
zapchane, pełno było rozwrzeszczonych małych dzieci i nie można
się było dopchać do kasy. 
O nie! Dlaczego ona w ogóle kupuje z tym plebsem? 
Kiedy blondynka stała przy stoisku z
nabiałem, jak zawsze ze słuchawkami na uszach – ktoś zaszedł ją
od tyłu i zakrył oczy. Lekko podskoczyła zaskoczona.
- Yyymm
Mia ? – spytała.
- Skąd wiedziałaś ? /pioruny w tle/
Uśmiechnięta
azjatka zdjęła dłonie z jej oczu. 
Mamy anglików, mamy seksownych "serferów" kolejarzy, mamy Dżabarara i jeszcze azjatka. Robimy własną Eurowizję! 
Nie zapominaj o kartonie, meksykanach, pseudo holenderce, miotaczu nożami, klasycznych angolach i męskich dziwkach. 
- Co Yyyy...
tutaj robisz ?
- Zakupy
No shit Sherlock! 
– zaśmiała się – jak ja cię dawno nie widziałam.
- Noo…
całe półtora tygodnia. 
- Oj tam – ukuła cyrklem blondynkę w bok – Co u ciebie ? Jak minął weekend ?
- Świetnie… dziwacznie…seksownie...zajebiście...ale zarazem ch*jowo, bo sie taka jedna fochnęła dalej nie mogę tego ogarnąć…
- Ty,
może się spotkamy jakoś w piątek, co ? Opowiesz mi wszystko,
diablico – wyszczerzyła się /ponownie pioruny/
Diablico? Czyżby nasza jak-jej-tam okazała się prostytuką? 
- Pewnie – ucieszyła się – babski wieczór to jest to…czego mi potrzeba.
Będziemy przymierzać szpilki, na które i tak nas nie stać.
Skierowały
się do kasy.
A ja myślałam, że do salonu z telefonami… 
 Spokojnie mogły przegadać następne dobre fascynujące 40 minut
zanim przyszła ich kolej PKP
A one nie szły do kasy? 
Lia zapakowała torby do samochodu i
porz(y)egnała się z kumpelą.
Ja już czekam na moment kiedy porzgnam się z tym blogaskiem. 
 Wsiadła do samochodu i pojechała do
domu. Kiedy wypakowała rzeczy z torby, wzieła bierła telefon do łapy i zadźwoniła
do Sue, nie pogodziły się jeszcze JESZCZE – cisza w pracy była męcząca.
Tak męcząca jak rozpinanie koszuli manekinowi. 
Stała przez chwilę przy oknie w kuchni przygryzając paznokieć w
napięciu czekając aż połączenie zostanie odebrane. Po piątym
sygnale usłyszała beznamiętne:
- Słucham
? <--- Uwaga! Znaleziono znak zapytania, jest bardzo wystraszony i nie mówi za wiele. Prosimy o kontakt z właścieiem pod numer: 6969696969.
- Hej co tam?
Sue, sorry, nie chciałam ci opowiedzieć co robiłam w weekend, bo
no wiesz miałam specjalne zlecenie u twojego byłego - musiałam zabić ci ciocię - sprawa bardzo delikatna no wiesz, z
resztą opowiem ci w piątek, masz ochotę na babski wieczór ?
- Hm…a kto zorganizuje alko?
- nastała długa cisza – powiedzmy, że ci wierzę wpieprze… a co do
piątkowego wieczoru… kogo masz na myśli oprócz Mnie, Siebie, Clover i Sary ? 
- Spotkałam Mie dzisiaj w sklepie wiesz tą z plebsu, chciałabyś kogoś jeszcze ? 
- Może, Dominica, Matta...i resztę. 
może… pogadamy jutro w pracy.
- W porządku… to do jutra. 
- Dobranoc stary zgredzie – usłyszała wkurzający śmiech szatynki. 
- Pa. 
Tu nastała kropka nienawiści.
Lia przyrządziła na objad kurczaka w b(j)iałym sosie z ryżem. 
Już się boję co je na śnjadanie i kojacje. 
Następnie poszła
do pracowni i przy spokojnym jazzie dopracowywała granatowną fiolinijną 
suknię. Do ramienia przyszyła miniące się drobne koraliki z najnowszej kolekcji "Szkoła 2011"
udrapała paznokciami materiał i wstępnie zafastrygowała dół suknii(jij).
Kolejne
dni minęły spokojnie, bez spięć z Sue, bez telefonów od Paula,
impreza zapowiadała się spokojnie. W piątek po pracy, Lia kupiła
dobre przeterminowane wino, posprzątała mieszkanie i przygotowała je na domówkę kulturalny wieczorek.
Fascynujące… 
O 8 zjewiły się dziewczyny 
Nie miały przy sobie słowników?
A pół godziny później zjewił się superman w stroju sprtizera. Albo na odwrót. 
Mia oprócz wina przyniosła też swoją 
szisze i trochę haszyszu od Dżimiego, bo w końcu nie był samolubem. 
Eeee… eeee….. 
Rozumiem, że to o gwiadach rock'a ale nie wszyscy dzisiaj wciągają sziszę. 
Usiadły na balkonie, Lia zaciągnęła się jointem 
płachtę nad balkonem, żeby przypadkiem deszcz nie przeszkodził im w orgii zabawie, puściął
klimatyczna muzykę Dżabahara Kolowijujijsza, rozrzuciła maty i wielkie poduszki wokół
stolika. Dziewczny rozsiadły się. Akurat była 12, więc zaczęły się modlić i krzyczeć Allah Akhbar, a potem wysadziły autobus.  Po 12 Lia usłyszała dzwonek do mózgu
drzwi.
- Kto śmie przeszkadzać w damskiej orgii?!
to może być o tej porze ? – spytała zdziwiona i podeszła do
domofonu – Tak ? Akwizytorom dziękujemy
Pierwsze skojarzenia
co usłyszała to głośny śmiech i walkę kto miał mówić. Bo jest taka zajebista, że dresy pod domofonem się o nią biją. 
Przypomina mi się gimnazjum: "Ty pukasz, ja mówię"
- Lia k*rwo!
kochanie wpuść mnie – usłyszała lekko bełkotliwy głos Georga, który z tej całej ekscytacji zapomniał jak się pisze jego imię. 
Piłeś? Nie piłem. Piłeś? Nie piłem. Powiedz Giblartar? Piłem. 
– yyy…nooo to znaczy nas – dodał po chwili.
- No yyy
pięknie jeszcze ciebie tu brakuje – mruknęła do siebie –
Jesteś zdrowo nawalony i rombnięty, idź spierniczaj do domu – powiedziała.
- Ależ k*rwo, s*ko, szm*to
ja w cale nie piłem – po czym teatralnie czknął z dykcją 
Ależ
Znowu
dało się słyszeć ostrą pijacką wymianę zdań.
"Stachu! Ty mi tu nie pi*rdol!"
- Lia k*rwo, s*ko, szm*to
no wpuść nas, jesteśmy biedni(j) i nie mamy się gdzie podziać –
powiedziała inna osoba.
- A
teraz kto ? Chris ? – zdziwiła się i zaceła się śmiać z jego udawanego smutku – czy wyście na głowę
upadli ? Poza koncertami nie znam was plebsy! 
- Lia,
proooooszę – wydarł się gdzieś z tyłu Paul.
- No
jeszcze Ciebie brakowało złamasie – lekko się obruszyła, ale powaga po
fajce i niedojebaniu mózgowym jej wybitnie nie wychodziła, wyrwał się jej zdławiony
chichot – Spadajcie na złamanie ryja, mam gości – zaśmiała się mhrocznie
Najarła się w cholere, a teraz uważa, że kolesie po kilku głębszych to zaraza. 
- I.....
nie chcesz nas wpuścić ? Ty zimna… – Dom nie dokończył, bo jako jedyny miał zdrowy mózg
usłyszała tylko plask i ciche – uuu… nie bij mnie Stefanie!
- Liaaaaa
– zaśpiewał wysoko Matt, aż kieliszki na balkonie popękały. 
- Nie.
- Cornywin Mike
– usłyszała głos Paula Rosenberga
Skąd tutaj nagle batoniki? 
- Zabiję się właśnie taaaam! 
cię za to… Nie oł nie bejbi
- Zabij, 
zabij tylko najpierw zejdź na dół.
- Ni(j)e
– i odłożyła tym razem z impetem słuchawkę.
Osunęła 
sie twarzą pod drzwiami dziko chichocząc. Hahahahahahahahahhaha Koń by się uśmiał.  Dziewczyny wyszły na korytarz i
przysłuchiwały się całej wymianie zdań. Domofon dalej dzwonił. Lia
pozbierała się twarz i zgarnęła dziewczyny z powrotem na balkon.
W między czasie się rozpadła na drobniutkie kawałeczki, a ponieważ tak naprawde jest Kronosem to za chwilę się pozbierała. 
- Tak to z tej strony- po czym
usłyszały chóralne pijackie Disco Polo  przepraszam, musiałam. 
- Cornelia
wpuść Naaaaaas ! ! 
Czy Muse to nie jakiś cholernie dobry zespół, który w przeciwieństwie do byłego aŁtorki potrafi śpiewać? 
Sue Teraz przechodzi zmiana kamery
z Mią rzuciły się do poręczy zobaczyć kto tak się wydziera. Na
ulicy pod balkonem stało czterech chwiejących się facetów po weselu, a domofon dalej dzwonił.
Przekrzykiwali się jeden przez drugiego. Lia podeszał do
dziewczyn.
Lia był gejem, więc musiał podeszodzić. 
- Spadajcie dziewczęta,
pobudzicie sąsiadów – krzyknęła.
- O kurde! To już spierdalamy, bo sąsiadka zwali na nas doniczkę z kwiatkami. 
- Wpuść
Naaaaaaas Łu oł ołu! – usłyszała w odpowiedzi.
- Co że co że jak, że Łat?
robimy ? – spytała Mia.
Kowalski! Opcje! 
- To 
jakieś szaleństwo – zaśmiała się Lia 
Skoro główna bohaterka nazywa się Lia, to czemu mówią na nią Cornelia? To się kupy nie trzyma. 
Blackbird, to niestety nie jedyna rzecz, która kupy się nie trzyma. 
– oni są tacy rozkoszni tak będą się
drzeć jeszcze trochę do końca życia – powiedziała słysząc kolejną serenadę
męskich zapitych głosów Disco Polo – a jak władują się na klatkę to
zrobią burdel na kółkach.
Wiedziałam, że tam jest męska dziwka! Normalnie wiedziałam! 
Zaraz im jeszcze harem otworzą na wycieraczce i dopiero będzie. 
- Oni
są słodcy – upierałą się Mia przyglądając się im z
zaciekwieniem– weźmy ich będzie ciekawie.
To geje! Nie będzie seksu. 
- Oj
tak, nie zapomnisz ich do końca życia, zapewniam cię będzie bombowo totalnie – zaśmiała
się blondynka.
- Co
masz na myśli ?
- Powiedzmy,
że wiem coś o tym – odparła idąc na korytarz –
pomorzecie mi ? Plisss.
Te bohaterki są zbyt mainstreamowe, żeby pomagać one muszą pomarzgać. 
Dziewczyny
ochoczo zeszły na dół i zgarnęły facetów na policję w momencie, gdy u
sąsiadów z dołu zapalało się światło nadziei. Chwiejnym krokiem
zaprowadziły ich do drzwi burdelu i obijając się na klatce próbowały
wejść na górę. Każda z dziewczyn trzymała dwóch facetów pod
ręce: Sue Doma i Chrisa, Mia Matta i Toma Riddle'a, a Lia Paula Rosenberga i Georga Clooney'a.
No mówiłam, że harem na wycieraczce będzie. 
- Wyście 
na głowę upadli ? A ty – zwróciła się do Paula – zasłużyłeś na nagrodę,
żeby dostać w zęby.
No chyba ty! 
Chłopak
tylko się do niej wyszczerzył. Wpadli do mieszkania burdelu, dziewczyny
wprowadziły ich na balkon i posadziły na poduszkach. Kiedy
zobaczyli sziszę zaczeli sobie wyrywać węża ogrodowego
Może i nie jestem zawodowym narkomanem, ale dlaczego nagle ich balkon zamienił się w terarium dla węży nie rozumiem. Tego blogaska chyba trzeba czytać paląc sziszę, bo inaczej wszystko wydaje się…/tutaj powinno być jakieś określenie, ale aż brak mi słów/ 
Matt już lekko
upalony od słońca wstał i wtaczając się z Domem do salonu stwierdził:
- Jestem Bogiem, uświadom to sobie!
głodny, jajecznica dla wszystkich ! 
Lia
leżała na ławce i rozmawiała z Tomem silnie gestykulując ryncami. Po
chwili usłyszała jak chłopacy wołają murzynów.
- Co
jest ? – zspytałą opierając się o wejście do kuchnii.
- Gdzie 
masz patelnie k*rwa ? – spytał zspytałonm Dom sąsiadów stojący na przeciwko. 
- W tym i tamtym
kuchence, otwórz drzwiczki i zdetonuj bombę.
Usiadła w rozkroku
na wysokim krześle i przyglądała się jak Dom wbija całą
wytłoczkę dosypując przyprawy – sól pipeprz troche ziół od Snoop Dogga
prowansalskich i niezidentyfikowane coś co skroił Matt, co wyglądało jak małe
brązowoszare grudki. 
Jak można pokroić grudki? 
Tak samo jak można dodawać piepeprz do wytłoczki. Nigdy tego nie robiłaś? 
Gordon Ramsaj tego nawet nie pojmie. Teraz przed oczami mam to:



Dom podsmarzył wszystko i nałożył do miski dla psa.
Wyjeli naczynia i sztućce, po czym wrócili na balkon orgie. Wszyscy
zajadali jajecznicę ze smakiem, potajemnie wypluwając w serwetki
Niektórzy organizują bibę z wódką w lodowych rzeźbach, a oni wpierdalają jajecznicę. Ostro! 
Lia przyniosła przy okazji
„Jasia Wędrowniczka”, piwo, sok i wódkę. 
Chwila, chwila. Przyszli do niej zapici w trupa faceci, a ona jeszcze ich wódką częstuje? Tego nawet w Polsce nie ma!
Jaś Wędrowniczek to jakaś nowa nazwa dragów? Co jak co, ale narkomańskiego riserczu tutaj nie brakuje. 
George Clooney usiadł koło Mary Sue i
szeptał coś zboczonego dziewczynie wtulając się w jej niemyte od dwóch miesięcy włosy, przez co na twarzy szatynki
pojawiał się smutek po chwili chichotała i tak na zmianę, zapomniała mu powiedzieć, że jest w ciąży,  w pewnej chwili zaczeła się namiętnie obściskiwać i lizać miski. Lia właśnie
siedziała na ławce z Domem, który masował jej stopy.
Czyli jak rozpoznać, że facet jest pijany. Pierwszy kieliszek "ugh", trzy kieliszki "w miarę", pięć kieliszków "ładna", dziesięć kieliszków "jest moja".
systemtatycznie się do niej przysuwając. A narzekali, że hipisi robią jakieś dziwne rzeczy i biorą dragi… 
Nawet nie wiedziała kiedy
zaczeła się z blondynem namiętnie całować. 
Nie no jasne…nikt nigdy nie pamięta, że wrzeszczy na całą dzielnice "Bierz mnie Dominic!" 
Może jeszcze napisze na murze, że ją kocha?
Nagle się wyrwała z jego objęć i
pobiegła do swojej sypialni
W poradniku na "Udany Podryw" tego nie było!
Otwórzyła ze zudmienia
jedno zdrowe oko, poczuła jak jej szumi w uszach i łupie w głowie. 
Na pewno nie dlatego, że się naćpała jak cholera. 
Leżała w
dziwnej pozycji – ręce miała wysoko wyciągnięte nad głową
zaczepione kajdankami o metalowe poręcze swojego brudnego łóżka. Nie
podobało jej się to tym bardziej, że czuła jakby była ściśnięta.
Tuliło się do niej dwóch facetów, uniosła lekko głowę. Czuła
się fatalnie. Wszyscy troje byli nadzy. 
Wystarczyło przeczytać ten fragment trzy razy, abym zrozumiała o co chodzi.
Eeee…a ona nie pobiegała sama do sypialni? 
To że została unierchomiona
wybitnie się jej nie podobało. Do tego miała jeszcze przebyłyski świadomości odszukanych przez Sherlocka z poprzedniej analizy z
wczorajszego wieczoru – to nie było nic dobrego. Napisze o tym książkę i przebije 50 twarzy Grey'a.
To przebiło "50 twarzy Gray'a" gdy w pierwszej minucie pojawił się gwałciciel ze sztyletami. A tak właściwie to gdzie jest ten meksykański Romeo? 
Próbowała
wyswobodzić ręce i wstać z łóżka. Od przodu tulił się do niej
Dom, z drugiej strony poczuła silne ramiona Paula.
Ja leżąc naga obok Dominica Howarda bym się chyba ze szczęścia obsrałazważywszy na fakt, że on też byłby goły.
Nie wiem skąd aŁtorka ma doświadczenia związane z seksem z Muse. 
Oni sypiali z pełnoletnimi fankami...nigdy nic nie wiadomo.
- O
kur… – skomentowała – Dom mój Dom, moje serce – próbowała obudzić blondyna –
Dom, a ty go znasz! – powiedziała głośniej.
Na jakim etapie orgii oni są, bo ja się zgubiłam? 
Boję się, że to dopiero początek...
- Mmm…
- zamruczał po czym na krótką chwilę zamienił się w kota, ale w mgnieniu oka wszystko wróciło do normy tuląc ją mocniej do swojego torsu. 
Tak...z pewnością bym się obsrała. 
Spróbowała powstrzymać pęcherz.
go kopnąć w łydke, albo gdziekolwiek żeby się tylko ocknął. Zasyczał
i otworzył niechętnie jedno oko, spojrzał na dziewczynę
nieprzytomnym wzrokiem.
- Mmm…Agata kochanie, to ty?
- Mógłbyś
mnie uwolnić ? – starała się mówić powoli, akcentując każde
słowo.
- Mmm…Ty nie jesteś Agata.
po co ? – mruknął – tak mi jest dobrze. Tylko nie jesteś Agatą!
- Ale
mnie nie, znajdz kluczyk do kajdanek – powiedziała trochę
głośniej.
- Kajdanek
jakich kajdanek – spróbował ogarnąć co mówi do niego
dziewczyna, ale oczy same mu się zamykały.
- Dom zgubiony dawno gdzieś
do ciężkiej cholery, znajdz klucz i dam ci spokój – powiedziała
stanowczo - Agata o niczym się nie dowie.
Za późno pysiaczki.../pioruny/

Serio? Cała reszta tego blogaska będzie polegać na szukaniu klucza, bo dziewucha się naćpała i za 9 miesięcy urodzi bliźniaki. 
Chłopak zorientował się, że ta blondyna, która nawet nie wie jak się pisze imię Clooney'a to nie ja, więc...
podniósł się na rękach, spojrzał po pokoju. Na szafce i w
pościeli nie znalazł zguby. Odkrył kołdrę i lekki rumieniec pojawił się na jego
twarzy.
- Chyba zaraz puszcze pawia
znalazłem – powiedział trzymając srebrny łańcuszek, którego
koniec znajdował się gdzieś miedzy nogami dziewczyny – chyba masz go
w…tam gdzie powinien być – lekko pociągnął, dla Lii nie było to nic przyjemnego.
- Ych…
- mruknęła zdezorientowana – a teraz otwórz łaskawie te
cholere kajdanki – powiedziała łamiącym się głosem.
Zaraz wracam. Idę pociąć się masłem.
Eh? Ja…może…Co to w ogóle ma być? 
Na grzybki halucynki już za późno. Teraz możemy się tylko zabić.
- Mhm…ale ty to nie Agata.
- mruknął, uwolnił jej ręce i runął na poduszkę.
Blondynka
szybko wyskoczyła z łóżka, wzieła pierwszą lepsza koszulę fagasa i
pognała na kopytach do łazienki. Stała pod le prysznicę dobrą godzinę.
A potem umyła sobie zemby. 
 Nie
wiedziała co się działo, nie chciała wiedzieć. Kiedy wyszła z
kabiny rozczesała włosy, wtarła trochę balsamu masła w siebie i
rozejrzałą się po mieszkaniu, bo w końcu miała tam monitoring.
Blackibird chyba mońtorink. 
 No jasne zapomniałam! Język polska tródna być. 
Chris spał z Tomem w salonie. 
Ha? Kto miał racje z gejami i męską dziwką? Tak prosze państwa Norah Harisson Ylvisaker! Co wygrałam? 
Wygrywa pani kolację u Mii...Lii...czort wie, która okazuje się Cornelią. Tylko zioło przynieś swoje i się ubezpiecz na wszelki wypadek. 
Mia
tuliła się do Toma Riddle'a, oboje byli kompletnie ubrani KOM-PLE-TNIE. Na balkonie
natomiast zobaczyła Sue z Georgem w swoich objęciach, leżeli nadzy zatopieni we własnej zajebistości
poduszkach kocach i matach bellamych. To za dużo jak na jej trzeźwiejącą 
powoli głowę bez mózgu. Skręciła sobie jointa jaja.
Narzekała na orgie, bo się naćpała, a teraz znowu ćpie, żeby znowu narzekać na orgię? Charakter tej bohaterki jednak jest naprawdę złożony. 
Poszła i wróciła
do garderoby się przebrać. Dwóch facetów w jej łóżku dalej
spało, tym razem tuląc się do siebie. Gdyby nie to w jakich
warunkach się obudziła, stwierdziłaby pewnie, że to zabawne.
HahaNie?
Wlepiam temu nagrodę im. Strasburgera za Najlepszy Żart Roku. 
Rozejrzałą się po pokoju. Na toaletce przy lustrze zobaczyła
kamerę – paliła się czerwona lampka. Podbiegła do niej. Była
włączona i skierowana na łóżko. Z przerażeniem ją zamknęła i
pobiegła do swojej pracowni. 
Nie dość, że wkładają jej kluczyk w tam-gdzie-nie-powinnien-być to jeszcze nagrywają swój seks? Po cholerę oglądać Trainspotting jak można czytać tego blogaska? A no tak…bo tam jest szkocki akcent. 
Dobrze, że profilaktycznie stwierdziła niedojabenie mózgowe zamknęła
do niej drzwi dziennikarskim ruchem. Włączyła komputer i zapaliła skręta, w
słuchawkach poleciał Guns’n'Roses – Paradise City. 
Wreszcie jakaś normalna muzapoza Muse oczywiście, ale na tym blogu o kapeli rockowej rzadko cokolwiek grają. 
Czy wszyscy muszą tutaj ćpać? I jakim sposobem ona chce się wyrobić z projektem dla pani najbardziej-popularne-angielskie-nazwisko i zdobyć zaufanie pani van der pseudoholenderska bitch. 
Usiadła na
krześle i raczyła się jontem. 
Nie spała, raczej lekko upalając
się odleciała do świata Hadesa. Nagle poczuła jak ktoś dotyka jej ramienia.
Otworzyła oczy. Przed nią stał Dom mokry w samym ręczniku opierający ręce o poręcze jej fotela. 
No tak…prawilne zakończenie…tego szukaliśmy. Albo szykalisimym znając aŁtorkę. 

I tym oto pięknym dla Agaty widokiem w jej oczach wyobraźni zakończymy. Dzięki temu opowiadaniu wiemy, że przyjmowanie upitych gości weselnych pod swój dach źle się kończy. 
Ale za to nie wiemy co się stało z meksykańskim miotaczem noży, panią van der główno, Miss Britan i kartonem oraz kilkoma innymi bohaterami tego wszystkiego. Trainspotting i 50 twarzy Grey'a to przy tym pryszcz na twarzy nastolatki, więc możecie sobie darować. Serio mówię… 
Jak dobrze,że mnie przy tym nie było.

niedziela, 25 maja 2014

"To jakiś świr" czyli jak dojechać z Heathrow na Soho w 5 minut i poznać inną Mery Sue będąc stale rozbawionym gazem rozśmieszającym kaloryfera

 Post pochodzi z bloga: http://blaski-i-cienie-zycia-z-sherlockiem.blogspot.com
Skomentowały: Blackbird, Quantum of Collapse, Shayera Faelivrin
 
Nie doszli psychopato-socjopaci, latającymi pierwszą klasą w Cathay Pacific za grosze i uważający się za znawców Londynu na tyle, żeby przejechać z lotniska do centrum w 5 min (w godzinach szczytu) to właśnie nasze klimaty. Szczególnie jeżeli tworzą oni kompletnie nową interpretację kultowego serialu.
~ Quantum of Collapse
Dzisiaj dowiemy się jak to jest być zakompleksioną laską,która wraca do Londynu w poszukiwaniu pracy, oczywiście mamy tu nieudane fanfiction ze znanym lovelasem dwójki. Miłego czytania.

 -Proszę zapiąć pasy, za chwilę lądujemy. Dziękujemy za skorzystanie z naszych niekoniecznie tanich linii lotniczych. Pozdrawiam, kapitan Łukasz Ziółko.
B: No to ruszajmy z tym koksem /podwija rękawy/ 
Q: Jak ja kocham gdy osoby, które nie latają samolotem zbyt często silą się na opis przebiegu lotu...
S: Już zaczynamy? Ech /zakłada strój świętego Mikołaja i sztuczną brodę/ Jak się szybko uporamy to może zdąrzymy na 5 o'clock do królowej.
<tutaj znajdowała się nieudana próba stworzenia akapitu> Cicho westchnęłam i zapięłam pasy. Wielki powrót do Londynu. Od ponad 20 lat tu nie byłam (+ 3 dla pewności, że naprawdę nie byłam), a kiedyś śmiało mogłam nazwać to miasto moim domem. Teraz już się wstydzę, bo postawili plac zabaw w Hyde Parku. Bo tak było. Londyn to był mój jedyny dom.  A potem rodzice wymyślili sobie wyjazd do Polski, do ich ojczyzny.
B: Porzucają życie w Londynie dla życia w Polsce...coś tu nie gra.
Q: Nie patriotyczna musi być ta bohaterka. Mój brat nie narzekał, że wraca do Polski, ja też nie. 
S: Hello, ona się chciała wychować w London, być taka zachodnia. 
Q: Ekhem...ekhem. Dyskryminujesz Luksemburg? To też zachód! 
S: London to London, fejm tam ciągnie. 
Q: Do Londka Zdroju też jeździli... 
Do dziś pamiętam, jak dzieci śmiały się z mojego brytyjskiego akcentu, a ja nie potrafiłam sobie z tym poradzić. I jeszcze moje imię, Audrey, też było powodem do śmiechu.
B: Beka za trzy, dwa, jeden....
Q: Międzynarodowych szkół w Polsce oczywiście nie było, bo opowiadanie jest antypatriotyczne. Z drugiej strony zastanawiam się czy aŁtorka wie jak  brzmi brytyjski akcent u osoby potrafiącej mówić po Polsku...
Smutne przeżycia z dzieciństwa, przełożyły się na moje funkcjonowanie w grupie.
B: Zadzwoń na Błękitną Linię: 116 111. W kryzysie dla dzieci i młodzieży.  
S: Ale to działa tylko do 20:00 potem to dupa
Q: Rudych nie rodzą, sami rosną 
A raczej brak jego brak.
B: Bo braku tego brakowało.
Q: I jeszcze brak przez duże B, aby się upewnić, że jego brak jest prawdziwym brakiem. 
Po prostu unikałam ludzi jak ognia, nieswojo czułam się w grupie. Brak życia towarzyskiego przełożył się na wyniki na studiach, więc byłam najlepsza na roku, dzięki czemu każdy szpital chciał mnie mieć u siebie.
B: I nie siedzi w internetach moi drodzy. 
Q: No tak, jak nie miała znajomych to nie mogła dotrzeć do dilera amfetaminy, więc trzeba było zakuwać. 
Ale ja nie chciałam zostać w tym bagnie.
Q: A ja myślałam, że ona była na studiach 
S: Wiesz.. może była niedoszłą żoną Shreka?
Więc postanowiłam się wyrwać i znaleźć sobie pracę w Londynie.  No i jestem.
Q: Pierdolisz?! Jakoś nie zdążyłam się skapnąć od samego początku. 
 Samolot zaczął lądować. Stewardessy zaczęły żegnać pasażerów.
Q: Premium first class chyba w takim razie. Albo zarobiła na tych studiach, albo zapłaciła czarną kartą Miles and More. 
S: Kocham kiedy autorzy opowiadań silą się na tak długie i złożone zdania. 
  Szybko odpięłam swój pas i wyszłam z samolotu. Wzięłam głęboki wdech i uśmiechnęłam się do siebie. Czas zacząć nowe życie.
    Gdy w końcu zabrałam swój bagaż, złapałam taksówkę.
-Dokąd jedziemy? - Zapytał kierowca.
-Ummm, Baker Street 221B- Odpowiedziałam.
Przed wyjazdem do Londynu miałam mały problem. Nie miałam pojęcia gdzie zamieszkam, a nasze mieszkanie dawno zostało sprzedane.
Q: Takie spontaniczne YOLO z tym wyjazdem było...
B: Ale niech pan poczeka, bo muszę sobie słitkę cyknąć z taksówki.
S: "I'm back in London!" i wstawić ją na fejmbuka 
Q: Shayera - na Instagrama, Fejmbuk jest zbyt mainstreamowy 
S: Quantum - od razu na Twittera i Tumblra. 
Q: Skoro dojeżdża ekspresową taksówką, to może jeszcze uda jej się wcisnąć to na Spotify 
Na szczęście, stara przyjaciółka mamy, niejaka pani Hudson, miała wolny pokój do wynajęcia od zaraz.
B: Masz na myśli ten pokój niczym z horroru? Zniszczony z lustrem i "tajemniczymi" butami na środku?
S: Raczej ten,który służył kiedyś za night club, potem za kostnice, a potem...
Podobno miałam mieszkać z jakimś mężczyzną, ale wolałam o tym nie myśleć. Wolałabym mieszkać sama, ale nie chciałam denerwować mamy. Chyba była spokojniejsza, wiedząc, że w razie czego jakiś mężczyzna mnie obroni. Przewróciłam oczami. Jasne, jakby jakiś szaleniec miał mnie porwać.
Q: Mamo...umiem sobie radzić w Londynie, byłam tutaj ostatni raz w wieku 5 lat. Nic się nie zmieniło.
S: Wychowała się w Polsce, Londyn to przy tym pikuś.
 Zauważyłam, że kierowca przygląda mi się ciekawie w lusterku, więc zgromiłam go wzrokiem. Speszył się. Boże, jak ludzie mnie denerwują.
Q: Boże jak te aŁtoreczki mnie denerwują
 B: Ja bym spierdalała na jej miejscu.
S: Pierwsza zasada: nie denerwuj kelnerów zanim przyniosą Ci jedzenie ani taksówkarzy zanim przywiozą cię na miejsce.
Po 5 minutach, kierowca zatrzymał się pod podanym adresem.
Q: To nie Warszawa, że z lotniska do centrum masz 5 minut (chociaż i tak Warszawie jest jakieś 10 min). Jak serio nie wiesz ile się jedzie z Heathrow (po luksusie linii wnioskuje, że tam lądowała) na Soho to skorzystaj z Google Maps. 
 B: Niestety ten blog już (dzięki Bogu) się skończył.
S: Może to była taksówka co jedzie 400 km/h ? Kolejny wynalazek Kapitolu.
Q: I latałby nad korkami, po prostu kolejny Pan Samochodzik. 
S: Może pożyczyła Błędnego Rycerza?
Wręczyłam mu pieniądze, wysiadłam i wpadłam w kałużę. Cholera! Zapomniałam o tej przeklętej pogodzie.
B: No tak, przecież w Polsce jak w Afryce. Gorąco, że w kwietniu można chodzić na golasa. Więc skąd w Londynie deszcz?
S: Jest mokro, jej włosy zaraz zaczną się stroszyć i nie będzie słit foci sprzed nowego domu..
Słysząc śmiech kierowcy zaczerwieniłam się. Miałam ochotę pokazać mu środkowy palec, ale zapomniałam, że to nie Polska.
Q: I bardzo dobrze...bo w Anglii pokazuje się odwrócony znak zwycięstwa. 
B: Myślałam, że to szanująca się studencka, a nie gimbus.
S: Ona ma kompleksy. Raz - starzy wywieźli ją na jakąś totalną wieś, dwa - Nazwisko nie pasuje do jej imienia.
Zacisnęłam zęby i ruszyłam do domu. Słysząc trzask zamykanych drzwi, z pokoju wyłoniła się pani Hudson.
B: Jesteś pewna, że to ona? Przecież niby jej nie znasz.
-Och, Audrey, skarbie! Ależ ty wyrosłaś! Ostatnio widziałam cię, jak miałaś 5 lat! -Zaczęła gruchać staruszka. -I te twoje czarne włosy! Sporo ci urosły!
B: Teraz będziesz wpierdalać kotlety z ziemniaków z ziemniakami na śniadanie, obiad i kolację. Ty mały antychryście.
Q: Staruszka ta podczas gruchania na chwilę przemieniła się gołębia, ale potem wszystko wróciło do normy.
S: To Londyn, tutaj takie rzeczy to normalka
  Uśmiechnęłam się nieśmiało. W głębi duszy byłam zirytowana. Nie bardzo lubię, jak ktoś tak dużo mówi, szczególnie o mnie.
Q: Socjopatka lvl hard 
B: To ona nie jest antychrystem z gimbazy?
S: Ona jest na to zbyt kul.
-Dzień dobry, pani Hudson. Tak, to fakt, dawno się nie widziałyśmy i jeżeli mam być szczera, nie bardzo panią pamiętam - Powiedziałam zakłopotana.
-Nic nie szkodzi, będziemy miały sporo czasu by się poznać, prawda? - Zapytała, a ja pokiwałam głową. - Chodź pokażę ci mieszkanie.
  Weszłyśmy po schodach i ukazał mi się duży salon. Był ciekawie urządzony, ale bardzo zakurzony. Kichnęłam.
-Wybacz, ale Sherlock nie lubi jak tu odkurzam. Dziwny z niego człowiek.
B: I słucha w nocy Black Sabbath, kiwając się przy namalowanym na podłodze pentagramie...ale to spokojny człowiek. Tylko raz podpalił kota.
S: No ogół robi spotkania sekty, dlatego ksiądz nie przychodzi na kolędę. Słuchają głównie tego <link>
Sherlock? Ciekawe imię. Przypomina te z opowiadań Conana Doyla, ale były zbyt mainstreamowe, abym je przeczytała. To chyba ten mężczyzna, z którym mam mieszkać. Ale Sherlock to imię damskie.
Q: Zdziwienie będzie jak Watson wpadnie z góry...
B: Spokojnie, to nie z nim bohaterka pod koniec bloga ma wylądować w łóżku i mieć potem dziecko...Fuck ten spojler.   
Wzruszyłam ramionami na wyjaśnienie pani Hudson i ruszyłam w stronę kominku. Czaszka? Matko, kim jest ten człowiek?
B: Może nauczyciel biologii? Może niedoceniony Hamlet...no nie wiem.
Q: Raczej kim BYŁ ten człowiek, bo gołych czaszek u żywych ludzi jeszcze nie widziałam. Ale nie podważam ich istnienia, dzięki aŁtoreczkom dowiaduje się wiele rzeczy o świecie. Na przykład jak przejechać z Heathrow do Soho w 5 minut. 
S: Może ten Sherlock to niedoszły (albo doszły) Kuba Rozpruwacz? 
Przeniosłam wzrok na ścianę na przeciwko. Ładna tapeta. I obraz czaszki. Mój wzrok przyciągnęła namalowana na żółto uśmiechnięta buzia. Podeszłam bliżej i wzdrygnęłam się. Podziurawiona buzia od pistoletu, jestem tego pewna. Na zajęciach na studiach nie raz widziałam takie rzeczy.
Q: Ona studiowała medycynę czy prawo, bo się zgubiłam? 
B: A ja myślę, że fizycznie jest dorosła, ale psychicznie to wciąż gimbus.
S: Quantum studia w Polsce i wie wszystko. 
Q: No tak zapomniałam nawet Anglicy jadą na studia do Polski. Pieprzyć Oxford jedziemy na Polibudę. 
Boże, niech ten cały Sherlock nie będzie świrem!
B: Pewnie trzyma gałki oczne nieochrzczonych dzieci w słoikach po dżemie...normalka.
Q: Było znaleźć sobie mieszkanie w Londynie...
S: Zawsze mógł być gwałcicielem-mordercą...
-Matko, czy ten cały Sherlock nie jest jakimś świrem? - Zapytałam pani Hudson.
-Wysoko-funkcjonującym socjopatą, dokładniej - Usłyszałam męski głos.
B: Och...to mój książkę na białym koniu 
Q: Socjopata, świr, a psychopata. Ja widzę różnicę, nie wiem jak aŁtoreczka. 
  Szybko się odwróciłam. No proszę, kogo my tu mamy. Mężczyzna, na oko 180 cm,  burza czarnych loków i oczy bliżej nieokreślonego (sraczkowatego) koloru.
Q: Jak można pisać FF o Sherlocku nie wiedząc, że ma on niebiesko-zielone oczy 
http://media.tumblr.com/tumblr_m8mjbh5rD91qeiocm.gif
Przystojny.
B: Szkoda, że nie lubi gimbusek...
-Ummm, przepraszam, Jestem Audrey. Audrey Kowalski.
B: No tak dlaczego ja na to wcześniej nie wpadłam?! Audrey to moja postać z opowiadania, a Kowalski to najmądrzejszy z pingwinów z Madagaskaru. 
Q: Przepraszam, że się urodziłam. 
S: aŁtoreczka mogła się bardziej postarać, żeby chociaż imię pasowało do nazwiska. Dobrze chociaż, że nie odmienia nazwiska. 
Q: Chciała aby zabrzmiało tak anglosasko... 
Sherlock lekko się zdziwił, ale szybko się zreflektował.
B: Przypomniał sobie, że ma spotkanie z sektą za godzinę i musi wdziać szatę księdza, żeby się wbić do kościoła.
-Sherlock Holmes - Odpowiedział chłodno taksując mnie wzrokiem.
  Zarumieniłam się.
Q: Wstyd mi powiedzieć, że nie czytałam ani jednej książki z jego udziałem. 
B: Och jaki on przystojny. Zaraz zemdleję wprost na jego ramiona.
S: Moment.. bohaterka chciała pokazać taksówkarzowi środkowy palec a teraz prawie mdleje, kiedy gość patrzy na nią patrzy? 
Q: Dorasta...albo jest w ciąży
Co on sobie wyobraża? Myśli, że to tak ładnie gapić się na ludzi?
B: Kto ma cycki, ten ma władzę
Q: Ty patrząc się na niego przez dłużej niż 5 sekund, nie popełniasz żadnego faux pas w oczach anglików. 
Rzuciłam mu chłodne spojrzenie. Chyba się tym nie przejął, pieprzony socjopata.
Q: Obrażasz swój własny gatunek! 
B: Nie waż się na nią patrzeć dłużej niż 5 minut, bo oberwiesz łopatą, a jeśli ją dotniesz to płacisz 400 funtów.  
Q: No...wiesz 5 sek patrzysz się w metrze i już masz przesrane u tych pieprzonych arystokratów. 
 Nagle do pokoju wbiegł jakiś mężczyzna z kobietą i zaczęli się przekrzykiwać.
B: Wait, wait, wait....skoro to Mery i John /aaa kolejny spojler/ A Mery jest w ciąży...to jak do jasnej ciasnej mogła wbiec. Lepiej by wyglądało, gdyby weszła powoli po jakimś czasie...ale róbta co chceta.
Byli w szoku, widziałam to na ich twarzach. Nikt nie zawracał sobie głowy tym, że w pokoju jest obca osoba, czyli ja.
B: Wiedzą, że tam jesteś, ale mają cię w dupie, bo jesteś kurwa Polką...nie ma tam dla ciebie miejsca. 
Q: Czy mi się wydaje, czy aŁtorka nie załapała trzeciego sezonu? Właściwie to zakończenia. 
S: Nie było miejsca dla ciebie w tej gospodzie, możesz iść spać w rynsztoku nikt nie zapłacze. 
-Sherlocku, jak to jest możliwe?! Przecież mówiłeś, że on nie żyje! - Zaczął mężczyzna, wciąż nie zwracając uwagi na moją obecność.
B: Jak śmie?!
S: Coś czuje, że ona ma za wysokie mniemanie o sobie. 
-Właśnie - potwierdziła kobieta -Sprzedał sobie kulkę w głowę, nikt po czymś takim nie przeżywa! Sam widziałeś wypływające cząstki mózgu! Więc, jak?!
Q: Z herbaty oczywiście...
 B: Po prostu miał kody, albo ktoś wręczył Śmierci czarny kwiat...jak w Simsach.
S: Jedyne co nie przeżyło w tym zdaniu to gramatyka.
 Patrzyłam na nich zdezorientowana. O co w tym wszystkim chodziło, kim są ci ludzie?
B: To cygany, chcą ci sprzedać dywan jak w teledysku Figo Fago.
-Nie mam pojęcia, jak to się mogło stać - Odpowiedział wyraźnie zdenerwowany Sherlock - Moriarty jest sprytny, dobrze wiesz o tym, John.
Q: Sherlock był zdenerwowany tym, że ktoś jest od niego lepszy, bo całkowicie zdawał sobie z tego sprawę. 
  Mężczyzna, niejaki John, przeniósł się na fotel koło kominku i dopiero zwrócił uwagę na to, że ktoś jest jeszcze w tym pokoju. Podniósł jedną brew, wyraźnie zdekoncentrowany z wypisanym na twarzy pytaniem  i przeniósł swój wzrok na Sherlocka. Sherlock wyczytał pytanie z jego twarzy i szybko odpowiedział.
-To jest Audrey Kowalski. Ona...Hmm... Tak właściwie to co tutaj robisz? - Zapytał.
  Spojrzałam zdziwiona na niego. Jezu, co to za dziwny typ. Chociaż rozbawiła mnie jego niewiedza.
Q: Ty nie wiesz ile razy ja zostałam rozbawiona Twoją niewiedzą 
B: Przecież bohaterka jest taka wspaniała, a my ją tu poniżamy
-Mieszkam tu, więc wypierdalaj - Odpowiedziałam lekko rozbawiona. -Pani Hudson wynajmuje mi pokój na górze. Nie wspominała ci co tutaj wieczorem z Sherlockiem robimy?
B: Powiedzmy sobie szczerze...co socjopatę interesuje, kto będzie mieszkał blisko niego i tak wszyscy umrzemy (jak nie koniec świata, to apokalpisa zombie) to po co się poznawać?
Q: Uśmiechnęłam się rozbawiona, aby dać do zrozumienia, że rzeczywiście jestem rozbawiona
S: Ja na to rozbawienie mam tylko jeden komentarz - <klik>
  Sherlock wzruszył ramionami i podszedł do laptopa leżącego na niewielkim stole. Otworzył go.
-Ona ciągle coś gada. Czasem nie wie, kiedy należy się zamknąć i dać mi w spokoju pomyśleć.
Q: "Nie czas na pani ziółka Mrs. Hudson?" pierwszy raz widzę zgodność z serialem. Gratulacje! 
 B: To było o Audrey?...bo już nie ogarniam.
John i kobieta ponownie przenieśli wzrok na mnie.  John wyglądał na rozbawionego.
B: Zdałam sobie sprawę, że z mojego nosa zwisa glut.
S: Rozbawienie jest chyba jakąś chorobą zakaźną na tym blogu.
Q: Gaz rozśmieszający ucieka im z kaloryfera... 
-Życzę powodzenia w mieszkaniu z Sherlockiem. Nie przestrasz się, jeśli w lodówce znajdziesz jakieś części ciała. Dla Sherlocka to nic dziwnego.
Q: Bo John był tak wkurzony mieszkaniem z Sherlockiem, że skakał z radości po jego śmierci
B: Nawet znalazł sobie damę do towarzystwa...ale coś im nie wyszło i teraz jest ona w ciąży.
 Usłyszeliśmy prychnięcie znad laptopa.
B: Spokojnie to tylko koń twego księcia
Nie wiedziałam, co o tym wszystkim myśleć. Kobieta, która przyszła z Johnem podała mi rękę. Zauważyłam, że była w zaawansowanej ciąży.
Q: Nie obrażaj grubych!
B: Każdy normalny Polak spytałby się "Który miesiąc?"
S: Czyli kobieta w zaawansowanej ciąży wbiegła po schodach do mieszkania? Takie rzeczy tylko w Anglii.
Q: Ta ciąża to uraz psychologiczny, jak noga u Johna. Zbyt dużo seksu z mężem i myśli, że jest w ciąży. 
-Jestem Mary, John to mój mąż. Pewnie wynajmujesz jego stary pokój - Uśmiechnęła się i nachyliła się do mnie. - To były jego najlepsze czasy, wiesz, rozwiązywanie zagadek i te takie tamte.
B: Detonowanie bomb, sfałszowanie samobójstwa, tropienie przestępców...a no i jeszcze ten pamiętny kawalerski, ale lepiej o tym nie wspominać.
S: Przecinki szaleją jak gimbusy w środku .
Q: AŁtorka jest taka rebel i wprowadza nowe zasady interpunkcji. 
-Rozwiązywanie zagadek? -Spytałam zdziwiona. O co tutaj chodzi?
B: No wiesz, ktoś popełnił jakąś zbrodnię, a zadaniem detektywa jest odnalezienie winnego...przydają się, kiedy policjanci idą na pączki.
Q: Jak śmiesz jej o tym przypominać? Przecież to (nie)zawansowana socjopatka. 
-No tak, Sherlock to detektyw-konsultant. Nikt ci o tym nie powiedział?
B: Jak nikt nie wspomniał bohaterce, która jest tu od dziesięciu minut, że jej współlokator to detektyw?!
  Pokręciłam głową i spojrzałam zafascynowana na Sherlocka. Uwielbiam kryminały!
Q: Gdybym ich nie lubiła, nie mieszkałabym na Baker Street 221B, bo to przecież tylko zbieg okoliczności. 
B: Tylko szkoda, że nie przeczytałam przygód mego współlokatora, ale to tak mi umknęło.
-Sherlocku, co tam szukasz? -Zapytał John.
B: Co zamawiamy: pizze, kebaba czy chińskie?
-Szukam jakich świadomości o powrocie Moriartiego, ale media milczą na ten temat. Dziwne. Przecież jego twarz pokazała się w każdym odbiorniku w Londynie, a oni zachowują się jakby nic się nie stało.
Q: Tylko Sherlock szuka świadomości. No tak, w końcu jest medykiem. 
B: Może to była tylko reklama?
S: Sherlock poleca kuchnie chińską, sushi ze świadomością. 
Q: Chyba suszi :D 
-Nie chcą nic pisać, aby ludzie niepotrzebnie wpadli w panikę. -Odpowiedziała zamyślona Mary.
B: Mery Sue? Co ty tutaj robisz?
-Pewnie Mycroft ma coś z tym wspólnego.
Q: Tak samo było z drugą wojną światową...
B: Zaraz by doszło do trzeciej....ale gdyby nie odwaga i pomysłowość głównej bohaterki "ze śmiesznym" imieniem...
S: Blackbird nie obrażaj jej imienia, obrażaj to jakże kreatywne nazwisko.
John i Mary Sue wzruszyli ramionami.
B: Może być kebab
Mężczyzna podniósł się z fotela, wziął żonę pod ramię i skierowali się ku wyjściu.
-Będziemy się zbierać. -rzekł John - Ale kebaba podeślijcie pod nasz dom. I ma być jeszcze ciepły, bo Ci utne... te kudły Sherlocku. Mary musi odpocząć. Dobranoc -Zwrócił się w moją stronę znowu wyraźnie rozbawiony. O co do jasnej cholery mu chodzi?
Q: Ja też bym się śmiała. Wpadli na 2 minuty, zdezorientowali dziewczynę, wrócą do domu i będą oglądać Śmieszne Koty na YT 
B: Albo Niekrytego....znaczy z czasów, kiedy robił jeszcze dobre filmiki.
S: Mówię wam,że rozbawienie to choroba zakaźna w tym blogasku, szczepionki na nią jeszcze nie wymyślili. Ale pewnie to jest celem Audrey Kowalski jako wspaniałej gównej bohaterki 
-Dobranoc - Powiedziałam i ruszyłam w stronę mojego pokoju.
-Nie chcesz nic wiedzieć o swoim nowym współlokatorze? - Usłyszałam za plecami. - Przyniosę wino z krwią nieochrzczonych dzieci i pogadamy.
Q: No tak. Zmierzch na 221B Baker Street...mogłam się domyślić od razu 
Wzdrygnęłam się. Kiedy zdążył do mnie podejść?
B: Sherlock to socjopata, detektyw, antychryst i wampir w jednym!
S: To nowy szczebel ewolucji.
-A powinnam coś o tobie wiedzieć?
  Wzruszył ramionami.
-Skoro ja wiem o tobie wszystko, może chciałabyś coś wiedzieć o mnie.
Q: Nagle taki kontaktywny Sherlock. Czy ja na pewno oglądałam to samo? 
S: Może jest jak z niektórymi anime, amerykanie wycenzurowali 3/4 wersji orginalnej 
B: Przecież to widać, że się w niej zakochał. Inaczej ten blog nie miałby sensu.
-Wiesz o mnie wszystko? -Uniosłam brwi.- Niby skąd?
B: Facebook, a szczególnie twoje statusy, które i tak nikogo nie obchodzą.
Q: Google Tłumacz 
  Przewrócił oczami, jakbym nie wiedziała czegoś oczywistego. Matko, znam go od jakiejś godziny, a już zaczyna mi działać na nerwy.
Q: Jestem na tym blogu od mniej niż pół godziny, a już zdążyłam się załamać. 
S: Moment, jak ona go może znać od godziny skoro jeszcze półgodziny temu wsiadała do taksówki?
B: Czy tylko mnie wkurzają takie idealistyczne bohaterki?
Q: Shayrea - załamanie czasoprzestrzeni... 
-Mieszkałaś w Polsce przez 20 lat, ale urodziłaś się tutaj, w Londynie. Zapewne Polska to ojczyzna twoich rodziców. Przez całe swoje życie byłaś samotna, przez to, że dzieci wyśmiewały się z  twojego niepolskiego akcentu i imienia. Widać, że obecność ludzi cię krępuje i denerwuje. Masz cięty język, nie dasz sobą pomiatać, chociaż jesteś wyraźnie wyobcowana, nieświadomie pragniesz czyjejś bliskości i odrobiny zainteresowania, ale...
Q: 20 lat życia w Polsce tak się odznacza na człowieku? Muszę szybko stąd wyjeżdżać. 
S: No tak boCHaterka nie mogła mieć zagranicznego akcentu bo to zbyt lamerskie. Musiała mieć niepolski akcent. 
Q: Akcent z Sosnowca chyba 
-Skończ - Przerwałam mu i zamknęłam oczy ze zdenerwowania. Słuchanie tego wszystkiego sprawiło mi dużo bólu. Nawet moi rodzice nie wiedzieli o mnie tyle co on. Dziwnie było wiedzieć, że ktoś, kogo prawie nie znasz, wie wszystko o twoim beznadziejnym życiu. -Masz rację, ale nie chcę tego słuchać dalej.
Q: Sherlock! Jedynka! 
S: - Sherlock fe! Nie tego cię uczyłam przez te parę miesięcy - pani Hudson wyszła z kuchni z wałkiem do ciasta i zrolowaną gazetą
B: Do Koluszek i tak przyjmą.
 Zapadła cisza. Było słychać tylko nasze oddechy, mój przerywany ze złości. Podobny do sapania psa. Czułam jego wzrok na sobie. Przestań, powtarzałam w myślach, przestań mnie tak denerwować.
-Denerwują cię skrzypce? -Zapytał nagle.
  Otworzyłam oczy.
-Nie - Odpowiedziałam. -Bardzo lubię skrzypce. Grasz?
-Tak -Odpowiedział. - To pomaga mi myśleć.
Uśmiechnęłam się. Mama grała na skrzypcach. Ja uczyłam się grać na fortepianie, ale nie miałam jak go zabrać tutaj.
-Grasz na fortepianie, widzę to po krzywych palcach. - Powiedział.
  Spojrzałam na swoje dłonie i wzruszyłam ramionami. Ponownie przeniosłam swój wzrok na Sherlocka. Matko, mogłabym patrzeć w te jego oczy cały czas.
B: Och i ach...i te oczy...zielone jak Morze Bałtyckie.
S: Minutę temu nie wiedziałaś jaki mają kolor, a teraz się w nich zakochałaś? Może ty jesteś w ciąży co? 
B: Shayera, to jeszcze przed nią. 
Q: Kosmiczny stosunek z oczami Sherlocka i wszystko jasne
Uspokój się, dziewczyno! Zganiłam się w głowie.
Q: "Quantum nie hejtuj tak tego bloga" zganiłam się w głowie, a potem pomyślałam "Haters gonna love" 
-Masz jakąś pracę? -Zapytał.
  Pokręciłam głową.
-Miałam zamiar szukać, niedawno skończyłam medycynę.
  Coś go wyraźnie zdziwiło. Hmm, chociaż nie wiem, czy to jest zdziwienie.
Q: Skoro potrafi wykryć 20 lat w Polsce to nie wykryje kierunku studiów? 
S: Sherlock nie jest wróżbitą Maciejem, nie wymagaj od niego za dużo.
Bardziej przybicie albo przygnębienie. Wyglądał, jakby stracił najlepszego przyjaciela. Socjopaci mają uczucia i przyjaciół?
Q: Socjopaci zagadują współlokatorów? 
S: Anglicy są bardziej kulturalni niż Polacy.
Q: Nie zapominajmy, że Polacy zachowują się jak brytyjska arystokracja. Zamiast "I would like", mówią "I want"  
S: Tego narodu nie zmienisz.
-Rozumiem -Powiedział i poszedł z powrotem w stronę laptopa. Znowu zajął się swoimi sprawami.
Q: Należało do nich mierzenie wielkości swojego Wacka 
 Stałam tak 5 minut czekając na jakieś wyjaśnienie, ale nie doczekałam się i poszłam w końcu do swojego pokoju.
B: Czy będzie ci przeszkadzało, jak będę walił w nocy? (szczegółów nie zdradzę)
  Pokój nie był duży, ale też i nie mały, była to piwnica. Taki w sam raz. Jego wystrój był trochę przygnębiający, ale co się dziwić w końcu sekta zabija tu nieochrzczone dzieci, więc postanowiłam, że rano pójdę do Ikei po kilka nowych rzeczy, a jeśli trafię na ołówki to też wezmę .Na szczęście rodzice uzbierali (czyt. ukradli) ładną sumkę, jak jeszcze byliśmy w Londynie i postanowili ją zatrzymać, jakby wiedzieli, że kiedyś tutaj wrócę.
Q: Zatrzymali ją pod asfaltem Oxford Street, żeby bohaterka mogła jej użyć wtedy i tylko wtedy, gdy wróci do Londynu. Nie przepraszam. Schowali to w tej ulicy, która pozwala dotrzeć z Heathrow na Soho w 5 minut. 
S: Albo schowali ją między cegłami domu na Baker Street 221b

  Przebrałam się w piżamę i padłam zmęczona na łóżko, myśląc o tym, jak dziwnym mężczyzną jest Sherlock Holmes i kim jest Moriarty.
Q: Quantum położyła się spać myśląc o tym jak bardzo ludzie potrafią być debilni. 
B: A tego dowiecie się w następnym odcinku. Jednak już dziś możecie go obejrzeć na vod.tvp.pl

Po długich i męczących godzinach komentatorki dotarły tu. Czyli do końca, taką przynajmniej miały nadzieję. Jednak Moriarty pokazał nam,że niczego nie można być pewnym, więc na razie relaksują się u królowej popijając herbatkę. Nie zaprzestały jednak szukania legendarnej ulicy, czy też autostrady między Heathrow a Soho, jednak równie dobrze mogła to być kanalizacja miejska.

szablon wykona� Eyes Only dla wioski szablon�w przy pomocy shooters, Kieran O'Connor