niedziela, 25 maja 2014

"To jakiś świr" czyli jak dojechać z Heathrow na Soho w 5 minut i poznać inną Mery Sue będąc stale rozbawionym gazem rozśmieszającym kaloryfera

 Post pochodzi z bloga: http://blaski-i-cienie-zycia-z-sherlockiem.blogspot.com
Skomentowały: Blackbird, Quantum of Collapse, Shayera Faelivrin
 
Nie doszli psychopato-socjopaci, latającymi pierwszą klasą w Cathay Pacific za grosze i uważający się za znawców Londynu na tyle, żeby przejechać z lotniska do centrum w 5 min (w godzinach szczytu) to właśnie nasze klimaty. Szczególnie jeżeli tworzą oni kompletnie nową interpretację kultowego serialu.
~ Quantum of Collapse
Dzisiaj dowiemy się jak to jest być zakompleksioną laską,która wraca do Londynu w poszukiwaniu pracy, oczywiście mamy tu nieudane fanfiction ze znanym lovelasem dwójki. Miłego czytania.

 -Proszę zapiąć pasy, za chwilę lądujemy. Dziękujemy za skorzystanie z naszych niekoniecznie tanich linii lotniczych. Pozdrawiam, kapitan Łukasz Ziółko.
B: No to ruszajmy z tym koksem /podwija rękawy/ 
Q: Jak ja kocham gdy osoby, które nie latają samolotem zbyt często silą się na opis przebiegu lotu...
S: Już zaczynamy? Ech /zakłada strój świętego Mikołaja i sztuczną brodę/ Jak się szybko uporamy to może zdąrzymy na 5 o'clock do królowej.
<tutaj znajdowała się nieudana próba stworzenia akapitu> Cicho westchnęłam i zapięłam pasy. Wielki powrót do Londynu. Od ponad 20 lat tu nie byłam (+ 3 dla pewności, że naprawdę nie byłam), a kiedyś śmiało mogłam nazwać to miasto moim domem. Teraz już się wstydzę, bo postawili plac zabaw w Hyde Parku. Bo tak było. Londyn to był mój jedyny dom.  A potem rodzice wymyślili sobie wyjazd do Polski, do ich ojczyzny.
B: Porzucają życie w Londynie dla życia w Polsce...coś tu nie gra.
Q: Nie patriotyczna musi być ta bohaterka. Mój brat nie narzekał, że wraca do Polski, ja też nie. 
S: Hello, ona się chciała wychować w London, być taka zachodnia. 
Q: Ekhem...ekhem. Dyskryminujesz Luksemburg? To też zachód! 
S: London to London, fejm tam ciągnie. 
Q: Do Londka Zdroju też jeździli... 
Do dziś pamiętam, jak dzieci śmiały się z mojego brytyjskiego akcentu, a ja nie potrafiłam sobie z tym poradzić. I jeszcze moje imię, Audrey, też było powodem do śmiechu.
B: Beka za trzy, dwa, jeden....
Q: Międzynarodowych szkół w Polsce oczywiście nie było, bo opowiadanie jest antypatriotyczne. Z drugiej strony zastanawiam się czy aŁtorka wie jak  brzmi brytyjski akcent u osoby potrafiącej mówić po Polsku...
Smutne przeżycia z dzieciństwa, przełożyły się na moje funkcjonowanie w grupie.
B: Zadzwoń na Błękitną Linię: 116 111. W kryzysie dla dzieci i młodzieży.  
S: Ale to działa tylko do 20:00 potem to dupa
Q: Rudych nie rodzą, sami rosną 
A raczej brak jego brak.
B: Bo braku tego brakowało.
Q: I jeszcze brak przez duże B, aby się upewnić, że jego brak jest prawdziwym brakiem. 
Po prostu unikałam ludzi jak ognia, nieswojo czułam się w grupie. Brak życia towarzyskiego przełożył się na wyniki na studiach, więc byłam najlepsza na roku, dzięki czemu każdy szpital chciał mnie mieć u siebie.
B: I nie siedzi w internetach moi drodzy. 
Q: No tak, jak nie miała znajomych to nie mogła dotrzeć do dilera amfetaminy, więc trzeba było zakuwać. 
Ale ja nie chciałam zostać w tym bagnie.
Q: A ja myślałam, że ona była na studiach 
S: Wiesz.. może była niedoszłą żoną Shreka?
Więc postanowiłam się wyrwać i znaleźć sobie pracę w Londynie.  No i jestem.
Q: Pierdolisz?! Jakoś nie zdążyłam się skapnąć od samego początku. 
 Samolot zaczął lądować. Stewardessy zaczęły żegnać pasażerów.
Q: Premium first class chyba w takim razie. Albo zarobiła na tych studiach, albo zapłaciła czarną kartą Miles and More. 
S: Kocham kiedy autorzy opowiadań silą się na tak długie i złożone zdania. 
  Szybko odpięłam swój pas i wyszłam z samolotu. Wzięłam głęboki wdech i uśmiechnęłam się do siebie. Czas zacząć nowe życie.
    Gdy w końcu zabrałam swój bagaż, złapałam taksówkę.
-Dokąd jedziemy? - Zapytał kierowca.
-Ummm, Baker Street 221B- Odpowiedziałam.
Przed wyjazdem do Londynu miałam mały problem. Nie miałam pojęcia gdzie zamieszkam, a nasze mieszkanie dawno zostało sprzedane.
Q: Takie spontaniczne YOLO z tym wyjazdem było...
B: Ale niech pan poczeka, bo muszę sobie słitkę cyknąć z taksówki.
S: "I'm back in London!" i wstawić ją na fejmbuka 
Q: Shayera - na Instagrama, Fejmbuk jest zbyt mainstreamowy 
S: Quantum - od razu na Twittera i Tumblra. 
Q: Skoro dojeżdża ekspresową taksówką, to może jeszcze uda jej się wcisnąć to na Spotify 
Na szczęście, stara przyjaciółka mamy, niejaka pani Hudson, miała wolny pokój do wynajęcia od zaraz.
B: Masz na myśli ten pokój niczym z horroru? Zniszczony z lustrem i "tajemniczymi" butami na środku?
S: Raczej ten,który służył kiedyś za night club, potem za kostnice, a potem...
Podobno miałam mieszkać z jakimś mężczyzną, ale wolałam o tym nie myśleć. Wolałabym mieszkać sama, ale nie chciałam denerwować mamy. Chyba była spokojniejsza, wiedząc, że w razie czego jakiś mężczyzna mnie obroni. Przewróciłam oczami. Jasne, jakby jakiś szaleniec miał mnie porwać.
Q: Mamo...umiem sobie radzić w Londynie, byłam tutaj ostatni raz w wieku 5 lat. Nic się nie zmieniło.
S: Wychowała się w Polsce, Londyn to przy tym pikuś.
 Zauważyłam, że kierowca przygląda mi się ciekawie w lusterku, więc zgromiłam go wzrokiem. Speszył się. Boże, jak ludzie mnie denerwują.
Q: Boże jak te aŁtoreczki mnie denerwują
 B: Ja bym spierdalała na jej miejscu.
S: Pierwsza zasada: nie denerwuj kelnerów zanim przyniosą Ci jedzenie ani taksówkarzy zanim przywiozą cię na miejsce.
Po 5 minutach, kierowca zatrzymał się pod podanym adresem.
Q: To nie Warszawa, że z lotniska do centrum masz 5 minut (chociaż i tak Warszawie jest jakieś 10 min). Jak serio nie wiesz ile się jedzie z Heathrow (po luksusie linii wnioskuje, że tam lądowała) na Soho to skorzystaj z Google Maps. 
 B: Niestety ten blog już (dzięki Bogu) się skończył.
S: Może to była taksówka co jedzie 400 km/h ? Kolejny wynalazek Kapitolu.
Q: I latałby nad korkami, po prostu kolejny Pan Samochodzik. 
S: Może pożyczyła Błędnego Rycerza?
Wręczyłam mu pieniądze, wysiadłam i wpadłam w kałużę. Cholera! Zapomniałam o tej przeklętej pogodzie.
B: No tak, przecież w Polsce jak w Afryce. Gorąco, że w kwietniu można chodzić na golasa. Więc skąd w Londynie deszcz?
S: Jest mokro, jej włosy zaraz zaczną się stroszyć i nie będzie słit foci sprzed nowego domu..
Słysząc śmiech kierowcy zaczerwieniłam się. Miałam ochotę pokazać mu środkowy palec, ale zapomniałam, że to nie Polska.
Q: I bardzo dobrze...bo w Anglii pokazuje się odwrócony znak zwycięstwa. 
B: Myślałam, że to szanująca się studencka, a nie gimbus.
S: Ona ma kompleksy. Raz - starzy wywieźli ją na jakąś totalną wieś, dwa - Nazwisko nie pasuje do jej imienia.
Zacisnęłam zęby i ruszyłam do domu. Słysząc trzask zamykanych drzwi, z pokoju wyłoniła się pani Hudson.
B: Jesteś pewna, że to ona? Przecież niby jej nie znasz.
-Och, Audrey, skarbie! Ależ ty wyrosłaś! Ostatnio widziałam cię, jak miałaś 5 lat! -Zaczęła gruchać staruszka. -I te twoje czarne włosy! Sporo ci urosły!
B: Teraz będziesz wpierdalać kotlety z ziemniaków z ziemniakami na śniadanie, obiad i kolację. Ty mały antychryście.
Q: Staruszka ta podczas gruchania na chwilę przemieniła się gołębia, ale potem wszystko wróciło do normy.
S: To Londyn, tutaj takie rzeczy to normalka
  Uśmiechnęłam się nieśmiało. W głębi duszy byłam zirytowana. Nie bardzo lubię, jak ktoś tak dużo mówi, szczególnie o mnie.
Q: Socjopatka lvl hard 
B: To ona nie jest antychrystem z gimbazy?
S: Ona jest na to zbyt kul.
-Dzień dobry, pani Hudson. Tak, to fakt, dawno się nie widziałyśmy i jeżeli mam być szczera, nie bardzo panią pamiętam - Powiedziałam zakłopotana.
-Nic nie szkodzi, będziemy miały sporo czasu by się poznać, prawda? - Zapytała, a ja pokiwałam głową. - Chodź pokażę ci mieszkanie.
  Weszłyśmy po schodach i ukazał mi się duży salon. Był ciekawie urządzony, ale bardzo zakurzony. Kichnęłam.
-Wybacz, ale Sherlock nie lubi jak tu odkurzam. Dziwny z niego człowiek.
B: I słucha w nocy Black Sabbath, kiwając się przy namalowanym na podłodze pentagramie...ale to spokojny człowiek. Tylko raz podpalił kota.
S: No ogół robi spotkania sekty, dlatego ksiądz nie przychodzi na kolędę. Słuchają głównie tego <link>
Sherlock? Ciekawe imię. Przypomina te z opowiadań Conana Doyla, ale były zbyt mainstreamowe, abym je przeczytała. To chyba ten mężczyzna, z którym mam mieszkać. Ale Sherlock to imię damskie.
Q: Zdziwienie będzie jak Watson wpadnie z góry...
B: Spokojnie, to nie z nim bohaterka pod koniec bloga ma wylądować w łóżku i mieć potem dziecko...Fuck ten spojler.   
Wzruszyłam ramionami na wyjaśnienie pani Hudson i ruszyłam w stronę kominku. Czaszka? Matko, kim jest ten człowiek?
B: Może nauczyciel biologii? Może niedoceniony Hamlet...no nie wiem.
Q: Raczej kim BYŁ ten człowiek, bo gołych czaszek u żywych ludzi jeszcze nie widziałam. Ale nie podważam ich istnienia, dzięki aŁtoreczkom dowiaduje się wiele rzeczy o świecie. Na przykład jak przejechać z Heathrow do Soho w 5 minut. 
S: Może ten Sherlock to niedoszły (albo doszły) Kuba Rozpruwacz? 
Przeniosłam wzrok na ścianę na przeciwko. Ładna tapeta. I obraz czaszki. Mój wzrok przyciągnęła namalowana na żółto uśmiechnięta buzia. Podeszłam bliżej i wzdrygnęłam się. Podziurawiona buzia od pistoletu, jestem tego pewna. Na zajęciach na studiach nie raz widziałam takie rzeczy.
Q: Ona studiowała medycynę czy prawo, bo się zgubiłam? 
B: A ja myślę, że fizycznie jest dorosła, ale psychicznie to wciąż gimbus.
S: Quantum studia w Polsce i wie wszystko. 
Q: No tak zapomniałam nawet Anglicy jadą na studia do Polski. Pieprzyć Oxford jedziemy na Polibudę. 
Boże, niech ten cały Sherlock nie będzie świrem!
B: Pewnie trzyma gałki oczne nieochrzczonych dzieci w słoikach po dżemie...normalka.
Q: Było znaleźć sobie mieszkanie w Londynie...
S: Zawsze mógł być gwałcicielem-mordercą...
-Matko, czy ten cały Sherlock nie jest jakimś świrem? - Zapytałam pani Hudson.
-Wysoko-funkcjonującym socjopatą, dokładniej - Usłyszałam męski głos.
B: Och...to mój książkę na białym koniu 
Q: Socjopata, świr, a psychopata. Ja widzę różnicę, nie wiem jak aŁtoreczka. 
  Szybko się odwróciłam. No proszę, kogo my tu mamy. Mężczyzna, na oko 180 cm,  burza czarnych loków i oczy bliżej nieokreślonego (sraczkowatego) koloru.
Q: Jak można pisać FF o Sherlocku nie wiedząc, że ma on niebiesko-zielone oczy 
http://media.tumblr.com/tumblr_m8mjbh5rD91qeiocm.gif
Przystojny.
B: Szkoda, że nie lubi gimbusek...
-Ummm, przepraszam, Jestem Audrey. Audrey Kowalski.
B: No tak dlaczego ja na to wcześniej nie wpadłam?! Audrey to moja postać z opowiadania, a Kowalski to najmądrzejszy z pingwinów z Madagaskaru. 
Q: Przepraszam, że się urodziłam. 
S: aŁtoreczka mogła się bardziej postarać, żeby chociaż imię pasowało do nazwiska. Dobrze chociaż, że nie odmienia nazwiska. 
Q: Chciała aby zabrzmiało tak anglosasko... 
Sherlock lekko się zdziwił, ale szybko się zreflektował.
B: Przypomniał sobie, że ma spotkanie z sektą za godzinę i musi wdziać szatę księdza, żeby się wbić do kościoła.
-Sherlock Holmes - Odpowiedział chłodno taksując mnie wzrokiem.
  Zarumieniłam się.
Q: Wstyd mi powiedzieć, że nie czytałam ani jednej książki z jego udziałem. 
B: Och jaki on przystojny. Zaraz zemdleję wprost na jego ramiona.
S: Moment.. bohaterka chciała pokazać taksówkarzowi środkowy palec a teraz prawie mdleje, kiedy gość patrzy na nią patrzy? 
Q: Dorasta...albo jest w ciąży
Co on sobie wyobraża? Myśli, że to tak ładnie gapić się na ludzi?
B: Kto ma cycki, ten ma władzę
Q: Ty patrząc się na niego przez dłużej niż 5 sekund, nie popełniasz żadnego faux pas w oczach anglików. 
Rzuciłam mu chłodne spojrzenie. Chyba się tym nie przejął, pieprzony socjopata.
Q: Obrażasz swój własny gatunek! 
B: Nie waż się na nią patrzeć dłużej niż 5 minut, bo oberwiesz łopatą, a jeśli ją dotniesz to płacisz 400 funtów.  
Q: No...wiesz 5 sek patrzysz się w metrze i już masz przesrane u tych pieprzonych arystokratów. 
 Nagle do pokoju wbiegł jakiś mężczyzna z kobietą i zaczęli się przekrzykiwać.
B: Wait, wait, wait....skoro to Mery i John /aaa kolejny spojler/ A Mery jest w ciąży...to jak do jasnej ciasnej mogła wbiec. Lepiej by wyglądało, gdyby weszła powoli po jakimś czasie...ale róbta co chceta.
Byli w szoku, widziałam to na ich twarzach. Nikt nie zawracał sobie głowy tym, że w pokoju jest obca osoba, czyli ja.
B: Wiedzą, że tam jesteś, ale mają cię w dupie, bo jesteś kurwa Polką...nie ma tam dla ciebie miejsca. 
Q: Czy mi się wydaje, czy aŁtorka nie załapała trzeciego sezonu? Właściwie to zakończenia. 
S: Nie było miejsca dla ciebie w tej gospodzie, możesz iść spać w rynsztoku nikt nie zapłacze. 
-Sherlocku, jak to jest możliwe?! Przecież mówiłeś, że on nie żyje! - Zaczął mężczyzna, wciąż nie zwracając uwagi na moją obecność.
B: Jak śmie?!
S: Coś czuje, że ona ma za wysokie mniemanie o sobie. 
-Właśnie - potwierdziła kobieta -Sprzedał sobie kulkę w głowę, nikt po czymś takim nie przeżywa! Sam widziałeś wypływające cząstki mózgu! Więc, jak?!
Q: Z herbaty oczywiście...
 B: Po prostu miał kody, albo ktoś wręczył Śmierci czarny kwiat...jak w Simsach.
S: Jedyne co nie przeżyło w tym zdaniu to gramatyka.
 Patrzyłam na nich zdezorientowana. O co w tym wszystkim chodziło, kim są ci ludzie?
B: To cygany, chcą ci sprzedać dywan jak w teledysku Figo Fago.
-Nie mam pojęcia, jak to się mogło stać - Odpowiedział wyraźnie zdenerwowany Sherlock - Moriarty jest sprytny, dobrze wiesz o tym, John.
Q: Sherlock był zdenerwowany tym, że ktoś jest od niego lepszy, bo całkowicie zdawał sobie z tego sprawę. 
  Mężczyzna, niejaki John, przeniósł się na fotel koło kominku i dopiero zwrócił uwagę na to, że ktoś jest jeszcze w tym pokoju. Podniósł jedną brew, wyraźnie zdekoncentrowany z wypisanym na twarzy pytaniem  i przeniósł swój wzrok na Sherlocka. Sherlock wyczytał pytanie z jego twarzy i szybko odpowiedział.
-To jest Audrey Kowalski. Ona...Hmm... Tak właściwie to co tutaj robisz? - Zapytał.
  Spojrzałam zdziwiona na niego. Jezu, co to za dziwny typ. Chociaż rozbawiła mnie jego niewiedza.
Q: Ty nie wiesz ile razy ja zostałam rozbawiona Twoją niewiedzą 
B: Przecież bohaterka jest taka wspaniała, a my ją tu poniżamy
-Mieszkam tu, więc wypierdalaj - Odpowiedziałam lekko rozbawiona. -Pani Hudson wynajmuje mi pokój na górze. Nie wspominała ci co tutaj wieczorem z Sherlockiem robimy?
B: Powiedzmy sobie szczerze...co socjopatę interesuje, kto będzie mieszkał blisko niego i tak wszyscy umrzemy (jak nie koniec świata, to apokalpisa zombie) to po co się poznawać?
Q: Uśmiechnęłam się rozbawiona, aby dać do zrozumienia, że rzeczywiście jestem rozbawiona
S: Ja na to rozbawienie mam tylko jeden komentarz - <klik>
  Sherlock wzruszył ramionami i podszedł do laptopa leżącego na niewielkim stole. Otworzył go.
-Ona ciągle coś gada. Czasem nie wie, kiedy należy się zamknąć i dać mi w spokoju pomyśleć.
Q: "Nie czas na pani ziółka Mrs. Hudson?" pierwszy raz widzę zgodność z serialem. Gratulacje! 
 B: To było o Audrey?...bo już nie ogarniam.
John i kobieta ponownie przenieśli wzrok na mnie.  John wyglądał na rozbawionego.
B: Zdałam sobie sprawę, że z mojego nosa zwisa glut.
S: Rozbawienie jest chyba jakąś chorobą zakaźną na tym blogu.
Q: Gaz rozśmieszający ucieka im z kaloryfera... 
-Życzę powodzenia w mieszkaniu z Sherlockiem. Nie przestrasz się, jeśli w lodówce znajdziesz jakieś części ciała. Dla Sherlocka to nic dziwnego.
Q: Bo John był tak wkurzony mieszkaniem z Sherlockiem, że skakał z radości po jego śmierci
B: Nawet znalazł sobie damę do towarzystwa...ale coś im nie wyszło i teraz jest ona w ciąży.
 Usłyszeliśmy prychnięcie znad laptopa.
B: Spokojnie to tylko koń twego księcia
Nie wiedziałam, co o tym wszystkim myśleć. Kobieta, która przyszła z Johnem podała mi rękę. Zauważyłam, że była w zaawansowanej ciąży.
Q: Nie obrażaj grubych!
B: Każdy normalny Polak spytałby się "Który miesiąc?"
S: Czyli kobieta w zaawansowanej ciąży wbiegła po schodach do mieszkania? Takie rzeczy tylko w Anglii.
Q: Ta ciąża to uraz psychologiczny, jak noga u Johna. Zbyt dużo seksu z mężem i myśli, że jest w ciąży. 
-Jestem Mary, John to mój mąż. Pewnie wynajmujesz jego stary pokój - Uśmiechnęła się i nachyliła się do mnie. - To były jego najlepsze czasy, wiesz, rozwiązywanie zagadek i te takie tamte.
B: Detonowanie bomb, sfałszowanie samobójstwa, tropienie przestępców...a no i jeszcze ten pamiętny kawalerski, ale lepiej o tym nie wspominać.
S: Przecinki szaleją jak gimbusy w środku .
Q: AŁtorka jest taka rebel i wprowadza nowe zasady interpunkcji. 
-Rozwiązywanie zagadek? -Spytałam zdziwiona. O co tutaj chodzi?
B: No wiesz, ktoś popełnił jakąś zbrodnię, a zadaniem detektywa jest odnalezienie winnego...przydają się, kiedy policjanci idą na pączki.
Q: Jak śmiesz jej o tym przypominać? Przecież to (nie)zawansowana socjopatka. 
-No tak, Sherlock to detektyw-konsultant. Nikt ci o tym nie powiedział?
B: Jak nikt nie wspomniał bohaterce, która jest tu od dziesięciu minut, że jej współlokator to detektyw?!
  Pokręciłam głową i spojrzałam zafascynowana na Sherlocka. Uwielbiam kryminały!
Q: Gdybym ich nie lubiła, nie mieszkałabym na Baker Street 221B, bo to przecież tylko zbieg okoliczności. 
B: Tylko szkoda, że nie przeczytałam przygód mego współlokatora, ale to tak mi umknęło.
-Sherlocku, co tam szukasz? -Zapytał John.
B: Co zamawiamy: pizze, kebaba czy chińskie?
-Szukam jakich świadomości o powrocie Moriartiego, ale media milczą na ten temat. Dziwne. Przecież jego twarz pokazała się w każdym odbiorniku w Londynie, a oni zachowują się jakby nic się nie stało.
Q: Tylko Sherlock szuka świadomości. No tak, w końcu jest medykiem. 
B: Może to była tylko reklama?
S: Sherlock poleca kuchnie chińską, sushi ze świadomością. 
Q: Chyba suszi :D 
-Nie chcą nic pisać, aby ludzie niepotrzebnie wpadli w panikę. -Odpowiedziała zamyślona Mary.
B: Mery Sue? Co ty tutaj robisz?
-Pewnie Mycroft ma coś z tym wspólnego.
Q: Tak samo było z drugą wojną światową...
B: Zaraz by doszło do trzeciej....ale gdyby nie odwaga i pomysłowość głównej bohaterki "ze śmiesznym" imieniem...
S: Blackbird nie obrażaj jej imienia, obrażaj to jakże kreatywne nazwisko.
John i Mary Sue wzruszyli ramionami.
B: Może być kebab
Mężczyzna podniósł się z fotela, wziął żonę pod ramię i skierowali się ku wyjściu.
-Będziemy się zbierać. -rzekł John - Ale kebaba podeślijcie pod nasz dom. I ma być jeszcze ciepły, bo Ci utne... te kudły Sherlocku. Mary musi odpocząć. Dobranoc -Zwrócił się w moją stronę znowu wyraźnie rozbawiony. O co do jasnej cholery mu chodzi?
Q: Ja też bym się śmiała. Wpadli na 2 minuty, zdezorientowali dziewczynę, wrócą do domu i będą oglądać Śmieszne Koty na YT 
B: Albo Niekrytego....znaczy z czasów, kiedy robił jeszcze dobre filmiki.
S: Mówię wam,że rozbawienie to choroba zakaźna w tym blogasku, szczepionki na nią jeszcze nie wymyślili. Ale pewnie to jest celem Audrey Kowalski jako wspaniałej gównej bohaterki 
-Dobranoc - Powiedziałam i ruszyłam w stronę mojego pokoju.
-Nie chcesz nic wiedzieć o swoim nowym współlokatorze? - Usłyszałam za plecami. - Przyniosę wino z krwią nieochrzczonych dzieci i pogadamy.
Q: No tak. Zmierzch na 221B Baker Street...mogłam się domyślić od razu 
Wzdrygnęłam się. Kiedy zdążył do mnie podejść?
B: Sherlock to socjopata, detektyw, antychryst i wampir w jednym!
S: To nowy szczebel ewolucji.
-A powinnam coś o tobie wiedzieć?
  Wzruszył ramionami.
-Skoro ja wiem o tobie wszystko, może chciałabyś coś wiedzieć o mnie.
Q: Nagle taki kontaktywny Sherlock. Czy ja na pewno oglądałam to samo? 
S: Może jest jak z niektórymi anime, amerykanie wycenzurowali 3/4 wersji orginalnej 
B: Przecież to widać, że się w niej zakochał. Inaczej ten blog nie miałby sensu.
-Wiesz o mnie wszystko? -Uniosłam brwi.- Niby skąd?
B: Facebook, a szczególnie twoje statusy, które i tak nikogo nie obchodzą.
Q: Google Tłumacz 
  Przewrócił oczami, jakbym nie wiedziała czegoś oczywistego. Matko, znam go od jakiejś godziny, a już zaczyna mi działać na nerwy.
Q: Jestem na tym blogu od mniej niż pół godziny, a już zdążyłam się załamać. 
S: Moment, jak ona go może znać od godziny skoro jeszcze półgodziny temu wsiadała do taksówki?
B: Czy tylko mnie wkurzają takie idealistyczne bohaterki?
Q: Shayrea - załamanie czasoprzestrzeni... 
-Mieszkałaś w Polsce przez 20 lat, ale urodziłaś się tutaj, w Londynie. Zapewne Polska to ojczyzna twoich rodziców. Przez całe swoje życie byłaś samotna, przez to, że dzieci wyśmiewały się z  twojego niepolskiego akcentu i imienia. Widać, że obecność ludzi cię krępuje i denerwuje. Masz cięty język, nie dasz sobą pomiatać, chociaż jesteś wyraźnie wyobcowana, nieświadomie pragniesz czyjejś bliskości i odrobiny zainteresowania, ale...
Q: 20 lat życia w Polsce tak się odznacza na człowieku? Muszę szybko stąd wyjeżdżać. 
S: No tak boCHaterka nie mogła mieć zagranicznego akcentu bo to zbyt lamerskie. Musiała mieć niepolski akcent. 
Q: Akcent z Sosnowca chyba 
-Skończ - Przerwałam mu i zamknęłam oczy ze zdenerwowania. Słuchanie tego wszystkiego sprawiło mi dużo bólu. Nawet moi rodzice nie wiedzieli o mnie tyle co on. Dziwnie było wiedzieć, że ktoś, kogo prawie nie znasz, wie wszystko o twoim beznadziejnym życiu. -Masz rację, ale nie chcę tego słuchać dalej.
Q: Sherlock! Jedynka! 
S: - Sherlock fe! Nie tego cię uczyłam przez te parę miesięcy - pani Hudson wyszła z kuchni z wałkiem do ciasta i zrolowaną gazetą
B: Do Koluszek i tak przyjmą.
 Zapadła cisza. Było słychać tylko nasze oddechy, mój przerywany ze złości. Podobny do sapania psa. Czułam jego wzrok na sobie. Przestań, powtarzałam w myślach, przestań mnie tak denerwować.
-Denerwują cię skrzypce? -Zapytał nagle.
  Otworzyłam oczy.
-Nie - Odpowiedziałam. -Bardzo lubię skrzypce. Grasz?
-Tak -Odpowiedział. - To pomaga mi myśleć.
Uśmiechnęłam się. Mama grała na skrzypcach. Ja uczyłam się grać na fortepianie, ale nie miałam jak go zabrać tutaj.
-Grasz na fortepianie, widzę to po krzywych palcach. - Powiedział.
  Spojrzałam na swoje dłonie i wzruszyłam ramionami. Ponownie przeniosłam swój wzrok na Sherlocka. Matko, mogłabym patrzeć w te jego oczy cały czas.
B: Och i ach...i te oczy...zielone jak Morze Bałtyckie.
S: Minutę temu nie wiedziałaś jaki mają kolor, a teraz się w nich zakochałaś? Może ty jesteś w ciąży co? 
B: Shayera, to jeszcze przed nią. 
Q: Kosmiczny stosunek z oczami Sherlocka i wszystko jasne
Uspokój się, dziewczyno! Zganiłam się w głowie.
Q: "Quantum nie hejtuj tak tego bloga" zganiłam się w głowie, a potem pomyślałam "Haters gonna love" 
-Masz jakąś pracę? -Zapytał.
  Pokręciłam głową.
-Miałam zamiar szukać, niedawno skończyłam medycynę.
  Coś go wyraźnie zdziwiło. Hmm, chociaż nie wiem, czy to jest zdziwienie.
Q: Skoro potrafi wykryć 20 lat w Polsce to nie wykryje kierunku studiów? 
S: Sherlock nie jest wróżbitą Maciejem, nie wymagaj od niego za dużo.
Bardziej przybicie albo przygnębienie. Wyglądał, jakby stracił najlepszego przyjaciela. Socjopaci mają uczucia i przyjaciół?
Q: Socjopaci zagadują współlokatorów? 
S: Anglicy są bardziej kulturalni niż Polacy.
Q: Nie zapominajmy, że Polacy zachowują się jak brytyjska arystokracja. Zamiast "I would like", mówią "I want"  
S: Tego narodu nie zmienisz.
-Rozumiem -Powiedział i poszedł z powrotem w stronę laptopa. Znowu zajął się swoimi sprawami.
Q: Należało do nich mierzenie wielkości swojego Wacka 
 Stałam tak 5 minut czekając na jakieś wyjaśnienie, ale nie doczekałam się i poszłam w końcu do swojego pokoju.
B: Czy będzie ci przeszkadzało, jak będę walił w nocy? (szczegółów nie zdradzę)
  Pokój nie był duży, ale też i nie mały, była to piwnica. Taki w sam raz. Jego wystrój był trochę przygnębiający, ale co się dziwić w końcu sekta zabija tu nieochrzczone dzieci, więc postanowiłam, że rano pójdę do Ikei po kilka nowych rzeczy, a jeśli trafię na ołówki to też wezmę .Na szczęście rodzice uzbierali (czyt. ukradli) ładną sumkę, jak jeszcze byliśmy w Londynie i postanowili ją zatrzymać, jakby wiedzieli, że kiedyś tutaj wrócę.
Q: Zatrzymali ją pod asfaltem Oxford Street, żeby bohaterka mogła jej użyć wtedy i tylko wtedy, gdy wróci do Londynu. Nie przepraszam. Schowali to w tej ulicy, która pozwala dotrzeć z Heathrow na Soho w 5 minut. 
S: Albo schowali ją między cegłami domu na Baker Street 221b

  Przebrałam się w piżamę i padłam zmęczona na łóżko, myśląc o tym, jak dziwnym mężczyzną jest Sherlock Holmes i kim jest Moriarty.
Q: Quantum położyła się spać myśląc o tym jak bardzo ludzie potrafią być debilni. 
B: A tego dowiecie się w następnym odcinku. Jednak już dziś możecie go obejrzeć na vod.tvp.pl

Po długich i męczących godzinach komentatorki dotarły tu. Czyli do końca, taką przynajmniej miały nadzieję. Jednak Moriarty pokazał nam,że niczego nie można być pewnym, więc na razie relaksują się u królowej popijając herbatkę. Nie zaprzestały jednak szukania legendarnej ulicy, czy też autostrady między Heathrow a Soho, jednak równie dobrze mogła to być kanalizacja miejska.

szablon wykona� Eyes Only dla wioski szablon�w przy pomocy shooters, Kieran O'Connor